Oszukać Przeznaczenie cz.8

                                                 Rodzice

Nadszedł czas by powiedzieć prawdę rodzicom dlaczego płaczę po nocach, dlaczego urywam się ze szkoły, dlaczego zamykam się w sobie. Nadszedł czas by porozmawiać o pracy i wyjeździe, jestem prawie pewna, że się na to wszystko nie zgodzą i to mnie cholernie dobija. Tak jak napisał Kamil, ja również jestem gotowa rzucić to wszytko i chociażby uciekać… prosto do niego.

Po cichu weszłam do domu powoli ściągając kurtkę z przemęczonych ramion, do końca nie wiedziałam czy chce koniecznie dzisiaj z nimi o tym rozmawiać. Niestety za późno, mama mnie zauważyła już nie miałam wyboru.

- Gdzie ty się podziewałaś?! W ostatnim czasie coś się musiało stać, siadaj i mów. Kara również cię czeka więc się tak szybko nie ciesz. - popatrzyła się na mnie spod byka.

- To nie jest takie proste jak sobie myślisz, że ci powiem i będzie po wszystkim, że dalej będę wesoła jak kiedyś i nasze kontakty będą znowu takie same. - próbowałam odejść jak najdalej od tematu.

- Rozumiem, ale może będzie ci lżej jak wszystko mi powiesz, a ja będę spokojniejsza. - zmieniła ton głosu na bardziej opiekuńczy. Jak zaczynała tak mówić automatycznie chciało mi się płakać.

- Mamo bo … - wzięłam głęboki wdech - Firma rodziców Kamila zbankrutowała, on wyjechał… do Francji - spuściłam głowę jak zbity pies, robiło mi się słabo za każdym razem gdy o tym myślałam.

- Na jak długo, to koniec? Powiedz mi coś więcej no… - odpowiadała zniecierpliwiona.

- On sam nie wie, na pewno zostanie tam dłużej niż chce. Byłam przed chwilą na mieście z Krystianem i wiem, że to co teraz powiem nie spodoba ci się ale musisz wiedzieć, że jest to dla mnie ogromnie ważne. -  Otóż, tata Krystiana zaproponował mi pracę biurową w jego firmie, tam będę zarabiała na wyjazd do Francji - chciałam kontynuować ale spojrzenie mojej mamy mnie okropnie rozśmieszało, była jednocześnie wściekła i zdziwiona - Wyjazd odbyłby się na feriach w okresie ok.14 lutego, mogłabym zobaczyć się z Kamilem i jednocześnie liczyłoby się to jako wyjazd na ferie, których nigdy mi nie zorganizowaliście- może wzbudzę w nich lekkie poczucie winy.

- Czy ty OSZALAŁAŚ?! Myślisz, że tak po prostu puszczę cię samą do Francji?! A pieniądze, zarobisz tyle by się tam utrzymać przez 2 TYGODNIE?! Nie kochana, przykro mi nigdzie nie jedziesz… - moje starania poszły na nic lecz z rogu wyłonił się tata, który jak zawsze wszytko podsłuchiwał, zero prywatności.

- Czy ja dobrze słyszałem Francja? Wybacz kochanie - zwrócił się do mamy - Ale ja się zgadzam, to chyba najlepszy moment by Igni wybrała się za granicę nie tylko w celu rozrywkowym. - teraz zwrócił się do mnie - Porozmawiam jeszcze z mamą, ty tymczasem musisz nadrobić zaległości w nauce i sprzątaniu w pokoju, jak możesz żyć w takim syfie? - Po głowie chodziło mi tylko krótkie zdanie : ” Kocham cię tato!”.

Oby mama się zgodziła, zadzwonię do Krystiana i poinformuję go o przebiegu spraw. Po zakończeniu, krótkiej rozmowy do pokoju wszedł tata.

- Mama się zgodziła. - zaczęłam skakać i piszczeć jak opętana - Już cicho, to nie wszystko. Musisz sama zarobić na ten wyjazd to chyba oczywiste ale musimy ci coś z mamą powiedzieć póki jesteśmy wszyscy pogodzeni. - automatycznie zaczęłam się martwi, znowu.

W kuchni czekała mama z wielką księga, obok niej usiadł tata. Nie za bardzo wiedziałam o co chodzi, zaraz sekunda… poznaje skądś tą książkę.

- Ignis musimy porozmawiać o twoich zdolnościach, bo wyczuwam że coś jest nie tak - Dziecko dziedzicząc dar od rodziców ma z nimi magiczną więź, dzięki której rodzice wyczuwają stan daru dziecka. - Muszę ci powiedzieć, że jeżeli nie będziesz ćwiczyła przewidywanie z wiekiem będzie u ciebie zanikać. Tylko w niektórych przypadkach zdarza się że dar zwiększa się z wiekiem, ale to również wiąże się z ćwiczeniami choćby z najmniejszymi.

- Ach to dlatego… - chciałam to powiedzieć jak najciszej lecz usłyszeli.

- Musisz ćwiczyć rozumiesz? Nawet najgłupsze rzeczy typu : Co zjesz jutro na śniadanie? Dobrze, obiecaj?

- Dobrze mamo, ja wiem że to bardzo ważne, traktuje to zupełnie serio. Nie martw się. - Poszłam na górę po schodach do swojego pokoju i tak jak obiecałam mamie od razu zaczęłam ćwiczyć.

Usiadłam na środku pokoju po turecku, mocno się skupiłam. Pomyślałam o jutrzejszym śniadaniu lecz wyświetliło mi się coś innego.

                                                 Skype

Znajdowałam się w tym samym miejscu, w tej samej pozycji jedynie mój laptop był włączony i ktoś dzwonił do mnie przez skypa. Niestety skutki uboczne tego, że za długo nie używałam daru nie pozwoliły mi odczytać kto dzwoni. Szybko ocknęłam się z fazy przewidywania, usiadłam przy biurku i włączyłam laptopa. Następnie wpisałam login i hasło do skypa. Czekałam na telefon. Nic. Usiadłam na łóżku, była już północ. W domu wszyscy spali więc zapaliłam trochę świeżego towaru od Mirandy. Może naprawdę jest coś ze mną nie tak, może potrzebuję pomocy od ‘magicznego lekarza’? Czego to wszystko było takie absurdalne?

Jednak moje wątpliwości zostały rozwiane, usłyszałam upragniony sygnał. Dzwonił Kamil!

Byłam w takim szoku, że nie wiedziałam co z sobą począć, a wystarczyło po prostu nacisnąć ‘odbierz’. Zaczęłam biegać po pokoju szukając w pośpiechu lustra - wyglądałam jak zjarany Zbyszek, miałam podkrążone oczy, na policzkach nierównolegle rozmazany tusz do rzęs, włosy to jakiś koszmar, pojedyncze kręcone pukle włosów spadały mi na przekrwione oczy no i oczywiście pet w ręce. Zaczęłam szukać popielniczki by ugasić to okropieństwo, które niszczyło mi życie. Kamiś wybrał sobie najgorszą możliwą porę na rozmowę ze mną ale i tak byłam wniebowzięta. Odebrałam.

Zobaczyłam w małym okienku uśmiechniętą twarzyczkę mojego kochanka. Jego szare oczy wypełniały się po brzegi szczęściem, które dawało mi siłę do życia. Rozmierzwione włosy i szeroki, hollywoodzki uśmiech w którym się zakochałam. Nie mogłam uwierzyć, wpatrywałam się w ekran laptopa bez wytchnienia.

- Cześć Kochanie. - powiedział delikatnym głosem Kamil. Czułam jak łza szczęścia spływa mi powoli po policzku. 

- Cześć Misiu - oboje zaczęliśmy się śmiać przez łzy radości - Tęsknie za tobą.

- Ja też bardzo, ale sama wiesz jak jest… Co tam u ciebie, jak się miewasz be zemnie? Co nowego? Opowiadaj bo strasznie stęskniłem się za twoim głosem, a nawet bezsensownym gadaniem - uśmiechnął sie szczerze.

- Hahaha ja również, bardzo mi tutaj ciężko i smutno bez ciebie mam nadzieje, że za niedługo się spotkamy. - nie chciałam mu wyjawiać planów związanych z wyjazdem to ma być niespodzianka. - Jak na razie nic się nie dzieje, jest tak jak zawsze… A co u ciebie to wydaje mi się tysiąc razy ciekawsze, wiesz Francja! - z trudem wypowiedziałam nazwę tego państwa, dzieliło nas tyle kilometrów.

- Ah jak na razie mieszkam w małej wsi, przyznam że jest tutaj bardzo ładnie ale nie tak jak w naszym małym miasteczku w Polsce. Poza tym co mi z tych widoków i pięknych miejsc skoro nie mogę zwiedzać ich z tobą. - Z jego twarzy znikł uśmiech. Szybko to zauważyłam i postanowiłam zmienić temat.

- Jak udało ci się ze mną skontaktować przecież mówiłeś, że tata ci zabronił? To znaczy, że możesz się ze mną kontaktować normalnie przez telefon?- miałam w dupie koszty rozmów, choć wiedziałam że muszę oszczędzać na wyjazd.

- No niestety nadal nie mogę, skorzystałem z okazji że rodziców nie ma w domu. Pożyczyłem laptopa od sąsiada Seana i tak o to jestem. Wiesz jak trudno mi tu bez internetu?! Telefonu również nie mam, no jest do dupy. - był wyraźnie przybity, a nasza rozmowa zmierzała ku końcowi. Połączenie było bardzo słabe i po chwili słyszeliśmy same szumy.

- Halo Kamil?! Kamil proszę! - widzieliśmy się jeszcze przez chwilę, lecz dźwięk całkowicie zanikł. Przyłożyłam dłoń do ekranu, mocno zaciskając szczęki by nie płakać. Wiedziałam, że nie zobaczę go przez najbliższe 2 miesiące. Kamil również przyłożył dłoń do mojej, to było nasze pożegnanie.

Położyłam się do łóżka. Przez całą noc wpatrywałam się w jeden punkt w suficie.

                                               Zagrożenie

Dzisiaj sobota. Ledwo żyje po nieprzespanej nocy. Według rozporządzeń mamy zaczęłam ćwiczyć. Spakowałam do plecaka jedzenie, zapalniczkę i dodatkową bluzę. Postanowiłam ćwiczyć w norze tam nikt nie zauważy mojego dziwnego zachowania, wszyscy w końcu są na ciężkich prochach.

Na miejscu przywitali mnie moi starzy znajomi i przyjaciele, znalazło się dla mnie miejsce na dużej brązowej starej pufie gdzie niegdyś siedziałam z Kamilem. Wszyscy bawili się tak jak zawsze więc mogłam rozpocząć ‘seans’.

Moje wizje były już znacznie lepsze i umiałam rozczytać z nich już prawie wszystko. Tym razem w głowie ukazała mi się sama nora, a raczej parking przed nią. Stałam po środku całego wydarzenia. Tak jak wspominałam nora była położona w małej dolince i powoli zarastała w las. Zauważyłam coś bardzo dziwnego. Na poboczu, górce widziałam młode małżeństwo z dzieckiem. Rozpakowywali wielkie kartony z ciężarówki, najwidoczniej się wprowadzali do starego drewnianego domu. A to oznaczało tylko jedno…. Nasza nora ma kłopoty.  Cała wizja zniknęła, a ja chciałam wiedzieć więcej!

Wyszłam na zewnątrz, był okropny mróz. Wyjęłam z kieszeni zapalniczkę i skręta. Liczyłam na to że uda mi się wypatrzeć ‘naszych nowych sąsiadów’. Nie musiałam długo czekać. Niestety zauważył mnie młody mężczyzna, widział że palę było już za późno ale i tak schowałam się za budynkiem. Weszłam do środka i jeszcze raz spróbowałam przewidzieć co się stanie, moja podświadomość krzyczała żebym się wynosiła z nory jak najszybciej ale nie mogłam zostawić przyjaciół, a poza tym jeszcze nic nie wiedziałam.

W nowej wizji był okropny chaos, nie mogłam skupić się konkretnie na jednej rzeczy. Wszystko migało mi przed oczami, miałam wrażenie że moją głowę zaraz coś rozniesie. Ale nie mogła się poddać, było ciężko ale już po 15 minutach z łatwością widziałam, która jest pora i o co chodzi. W takim razie z mojej wizji wynikało, że jest wieczór ok. godziny 18. W norze dalej pełno ludzi, a na dworze krąży niezauważony młody mężczyzna z telefon w ręce rozmawiający z policją. Zaczęłam panikować, gdyby policja się dowiedziała jaki towar tu trzymamy chyba w życiu byśmy nie wyszli z pierdla! Już podczas wizji planowałam co zrobić. To nie był koniec, pod norę przyjechała policja… Wszędzie słyszałam głośny alarm i czerwono - granatowe światła radiowozu. Wrzeszczałam w myślach sama do siebie - Kurwa psy! Co ja tu jeszcze robię?!- Czułam się jakbym była w kinie na filmie akcji 3D. Z pojazdu wychodzili uzbrojeni policjanci z owczarkami myśliwskimi. Nowy sąsiad chyba dobrze wiedział z czym ma do czynienia. Nie mogłam dłużej czekać, postanowiłam przerwać wizje i po raz kolejny oszukać przeznaczenie.

                                                Pomoc

Zarzuciłam z rozmachem plecak na ramię. Chciałam ostrzec Mirandę i wszystkich o tym co się zdarzy ale wiem, że nie uwierzyliby dlatego wybrałam się po pomoc. Starałam się jak mogłam by nowi sąsiedzi mnie nie zauważyli, moje ognisto rude włosy wyróżniały się na tle śnieżno białego śniegu. Założyłam kaptur na głowę i szybko zmykałam na najbliższy przystanek autobusowy. Autobus zabrał mnie na ul.Sienkiewicza gdzie był najbliższy przystanek do domu Krystiana. Podreptałam po mokrym śniegu dwie ulice dalej, zadzwoniłam do drzwi.

- Ooo cześć, a kto to do mnie wpadł? - otworzył uradowany Krystian, nigdy nie byłam u niego w domu nawet gdy byliśmy blisko.

- No cześć, cześć. - Mówiłam w pośpiechu, nie miałam zamiaru wchodzić do środka - Mam nietypową prośbę. Szybko bo to bardzo pilne, ubieraj kurtkę i wychodzimy.

- Nawet mi nie powiesz o co chodzi? - uniósł jedną brew do góry w geście zapytania.

- Słuchaj nie mam czasu, jesteś mi potrzebny i tyle. Bierz auto lub motor cokolwiek i jedziemy do nory… - chodziłam podenerwowana w kółko udeptując śnieg. Krystian zauważył moje dziwne zachowanie i wiedział już że to coś ważnego.

Wyprowadził motor, lekko przetarł kierownicę i siedzenia.

- Masz wkładaj. - podał mi czarny kas ze złotymi ćwiekami po bokach, który kupił mi kiedyś na urodziny ponieważ często z nim jeździła.

- Masz go jeszcze? Ach stęskniłam się za tym. - szybko włożyłam kask i usiadłam na motorze. Złapałam mojego kolegę mocno w pasie. Mogliśmy jechać.

Jesteśmy na miejscu, na szczęście nigdzie nie widzę ani policji ani nowego, wścibskiego sąsiada. Mogłam zacząć moją ewakuację ćpunów.

- Możesz mi w końcu powiedzieć co ja tu robię? Wiesz że nie za bardzo lubię to miejsce. - gapił się w ziemie z poczucia winy, które go jeszcze nie opuściło po tamtych zdarzeniach.

- Wiem, że to będzie dziwne ale zaufaj mi i pomóż, nie chodzi tu o mnie lecz o moich przyjaciół. - nie mogłam mu przecież powiedzieć, że umiem przewidywać przyszłość. Więc całą sytuację przedstawiłam bardziej realistycznie. - Nowi sąsiedzi podejrzewają że tutaj jest skrytka ćpunów, musimy wyeksmitować cały towar i wszystkich ludzi.

Kamil popatrzył się na mnie jak na wariatkę, przecież jego ojciec miał mnie przyjąć w poniedziałek do pracy, a ja ratowałam ćpunów przed policją. Brawo Ignis.

Ciąg Dalszy nastąpi :)

©