Awkward

zlotarybkathevamps:

Weird Vamps :)

Oszukać Przeznaczenie cz.8

                                                 Rodzice

Nadszedł czas by powiedzieć prawdę rodzicom dlaczego płaczę po nocach, dlaczego urywam się ze szkoły, dlaczego zamykam się w sobie. Nadszedł czas by porozmawiać o pracy i wyjeździe, jestem prawie pewna, że się na to wszystko nie zgodzą i to mnie cholernie dobija. Tak jak napisał Kamil, ja również jestem gotowa rzucić to wszytko i chociażby uciekać… prosto do niego.

Po cichu weszłam do domu powoli ściągając kurtkę z przemęczonych ramion, do końca nie wiedziałam czy chce koniecznie dzisiaj z nimi o tym rozmawiać. Niestety za późno, mama mnie zauważyła już nie miałam wyboru.

- Gdzie ty się podziewałaś?! W ostatnim czasie coś się musiało stać, siadaj i mów. Kara również cię czeka więc się tak szybko nie ciesz. - popatrzyła się na mnie spod byka.

- To nie jest takie proste jak sobie myślisz, że ci powiem i będzie po wszystkim, że dalej będę wesoła jak kiedyś i nasze kontakty będą znowu takie same. - próbowałam odejść jak najdalej od tematu.

- Rozumiem, ale może będzie ci lżej jak wszystko mi powiesz, a ja będę spokojniejsza. - zmieniła ton głosu na bardziej opiekuńczy. Jak zaczynała tak mówić automatycznie chciało mi się płakać.

- Mamo bo … - wzięłam głęboki wdech - Firma rodziców Kamila zbankrutowała, on wyjechał… do Francji - spuściłam głowę jak zbity pies, robiło mi się słabo za każdym razem gdy o tym myślałam.

- Na jak długo, to koniec? Powiedz mi coś więcej no… - odpowiadała zniecierpliwiona.

- On sam nie wie, na pewno zostanie tam dłużej niż chce. Byłam przed chwilą na mieście z Krystianem i wiem, że to co teraz powiem nie spodoba ci się ale musisz wiedzieć, że jest to dla mnie ogromnie ważne. -  Otóż, tata Krystiana zaproponował mi pracę biurową w jego firmie, tam będę zarabiała na wyjazd do Francji - chciałam kontynuować ale spojrzenie mojej mamy mnie okropnie rozśmieszało, była jednocześnie wściekła i zdziwiona - Wyjazd odbyłby się na feriach w okresie ok.14 lutego, mogłabym zobaczyć się z Kamilem i jednocześnie liczyłoby się to jako wyjazd na ferie, których nigdy mi nie zorganizowaliście- może wzbudzę w nich lekkie poczucie winy.

- Czy ty OSZALAŁAŚ?! Myślisz, że tak po prostu puszczę cię samą do Francji?! A pieniądze, zarobisz tyle by się tam utrzymać przez 2 TYGODNIE?! Nie kochana, przykro mi nigdzie nie jedziesz… - moje starania poszły na nic lecz z rogu wyłonił się tata, który jak zawsze wszytko podsłuchiwał, zero prywatności.

- Czy ja dobrze słyszałem Francja? Wybacz kochanie - zwrócił się do mamy - Ale ja się zgadzam, to chyba najlepszy moment by Igni wybrała się za granicę nie tylko w celu rozrywkowym. - teraz zwrócił się do mnie - Porozmawiam jeszcze z mamą, ty tymczasem musisz nadrobić zaległości w nauce i sprzątaniu w pokoju, jak możesz żyć w takim syfie? - Po głowie chodziło mi tylko krótkie zdanie : ” Kocham cię tato!”.

Oby mama się zgodziła, zadzwonię do Krystiana i poinformuję go o przebiegu spraw. Po zakończeniu, krótkiej rozmowy do pokoju wszedł tata.

- Mama się zgodziła. - zaczęłam skakać i piszczeć jak opętana - Już cicho, to nie wszystko. Musisz sama zarobić na ten wyjazd to chyba oczywiste ale musimy ci coś z mamą powiedzieć póki jesteśmy wszyscy pogodzeni. - automatycznie zaczęłam się martwi, znowu.

W kuchni czekała mama z wielką księga, obok niej usiadł tata. Nie za bardzo wiedziałam o co chodzi, zaraz sekunda… poznaje skądś tą książkę.

- Ignis musimy porozmawiać o twoich zdolnościach, bo wyczuwam że coś jest nie tak - Dziecko dziedzicząc dar od rodziców ma z nimi magiczną więź, dzięki której rodzice wyczuwają stan daru dziecka. - Muszę ci powiedzieć, że jeżeli nie będziesz ćwiczyła przewidywanie z wiekiem będzie u ciebie zanikać. Tylko w niektórych przypadkach zdarza się że dar zwiększa się z wiekiem, ale to również wiąże się z ćwiczeniami choćby z najmniejszymi.

- Ach to dlatego… - chciałam to powiedzieć jak najciszej lecz usłyszeli.

- Musisz ćwiczyć rozumiesz? Nawet najgłupsze rzeczy typu : Co zjesz jutro na śniadanie? Dobrze, obiecaj?

- Dobrze mamo, ja wiem że to bardzo ważne, traktuje to zupełnie serio. Nie martw się. - Poszłam na górę po schodach do swojego pokoju i tak jak obiecałam mamie od razu zaczęłam ćwiczyć.

Usiadłam na środku pokoju po turecku, mocno się skupiłam. Pomyślałam o jutrzejszym śniadaniu lecz wyświetliło mi się coś innego.

                                                 Skype

Znajdowałam się w tym samym miejscu, w tej samej pozycji jedynie mój laptop był włączony i ktoś dzwonił do mnie przez skypa. Niestety skutki uboczne tego, że za długo nie używałam daru nie pozwoliły mi odczytać kto dzwoni. Szybko ocknęłam się z fazy przewidywania, usiadłam przy biurku i włączyłam laptopa. Następnie wpisałam login i hasło do skypa. Czekałam na telefon. Nic. Usiadłam na łóżku, była już północ. W domu wszyscy spali więc zapaliłam trochę świeżego towaru od Mirandy. Może naprawdę jest coś ze mną nie tak, może potrzebuję pomocy od ‘magicznego lekarza’? Czego to wszystko było takie absurdalne?

Jednak moje wątpliwości zostały rozwiane, usłyszałam upragniony sygnał. Dzwonił Kamil!

Byłam w takim szoku, że nie wiedziałam co z sobą począć, a wystarczyło po prostu nacisnąć ‘odbierz’. Zaczęłam biegać po pokoju szukając w pośpiechu lustra - wyglądałam jak zjarany Zbyszek, miałam podkrążone oczy, na policzkach nierównolegle rozmazany tusz do rzęs, włosy to jakiś koszmar, pojedyncze kręcone pukle włosów spadały mi na przekrwione oczy no i oczywiście pet w ręce. Zaczęłam szukać popielniczki by ugasić to okropieństwo, które niszczyło mi życie. Kamiś wybrał sobie najgorszą możliwą porę na rozmowę ze mną ale i tak byłam wniebowzięta. Odebrałam.

Zobaczyłam w małym okienku uśmiechniętą twarzyczkę mojego kochanka. Jego szare oczy wypełniały się po brzegi szczęściem, które dawało mi siłę do życia. Rozmierzwione włosy i szeroki, hollywoodzki uśmiech w którym się zakochałam. Nie mogłam uwierzyć, wpatrywałam się w ekran laptopa bez wytchnienia.

- Cześć Kochanie. - powiedział delikatnym głosem Kamil. Czułam jak łza szczęścia spływa mi powoli po policzku. 

- Cześć Misiu - oboje zaczęliśmy się śmiać przez łzy radości - Tęsknie za tobą.

- Ja też bardzo, ale sama wiesz jak jest… Co tam u ciebie, jak się miewasz be zemnie? Co nowego? Opowiadaj bo strasznie stęskniłem się za twoim głosem, a nawet bezsensownym gadaniem - uśmiechnął sie szczerze.

- Hahaha ja również, bardzo mi tutaj ciężko i smutno bez ciebie mam nadzieje, że za niedługo się spotkamy. - nie chciałam mu wyjawiać planów związanych z wyjazdem to ma być niespodzianka. - Jak na razie nic się nie dzieje, jest tak jak zawsze… A co u ciebie to wydaje mi się tysiąc razy ciekawsze, wiesz Francja! - z trudem wypowiedziałam nazwę tego państwa, dzieliło nas tyle kilometrów.

- Ah jak na razie mieszkam w małej wsi, przyznam że jest tutaj bardzo ładnie ale nie tak jak w naszym małym miasteczku w Polsce. Poza tym co mi z tych widoków i pięknych miejsc skoro nie mogę zwiedzać ich z tobą. - Z jego twarzy znikł uśmiech. Szybko to zauważyłam i postanowiłam zmienić temat.

- Jak udało ci się ze mną skontaktować przecież mówiłeś, że tata ci zabronił? To znaczy, że możesz się ze mną kontaktować normalnie przez telefon?- miałam w dupie koszty rozmów, choć wiedziałam że muszę oszczędzać na wyjazd.

- No niestety nadal nie mogę, skorzystałem z okazji że rodziców nie ma w domu. Pożyczyłem laptopa od sąsiada Seana i tak o to jestem. Wiesz jak trudno mi tu bez internetu?! Telefonu również nie mam, no jest do dupy. - był wyraźnie przybity, a nasza rozmowa zmierzała ku końcowi. Połączenie było bardzo słabe i po chwili słyszeliśmy same szumy.

- Halo Kamil?! Kamil proszę! - widzieliśmy się jeszcze przez chwilę, lecz dźwięk całkowicie zanikł. Przyłożyłam dłoń do ekranu, mocno zaciskając szczęki by nie płakać. Wiedziałam, że nie zobaczę go przez najbliższe 2 miesiące. Kamil również przyłożył dłoń do mojej, to było nasze pożegnanie.

Położyłam się do łóżka. Przez całą noc wpatrywałam się w jeden punkt w suficie.

                                               Zagrożenie

Dzisiaj sobota. Ledwo żyje po nieprzespanej nocy. Według rozporządzeń mamy zaczęłam ćwiczyć. Spakowałam do plecaka jedzenie, zapalniczkę i dodatkową bluzę. Postanowiłam ćwiczyć w norze tam nikt nie zauważy mojego dziwnego zachowania, wszyscy w końcu są na ciężkich prochach.

Na miejscu przywitali mnie moi starzy znajomi i przyjaciele, znalazło się dla mnie miejsce na dużej brązowej starej pufie gdzie niegdyś siedziałam z Kamilem. Wszyscy bawili się tak jak zawsze więc mogłam rozpocząć ‘seans’.

Moje wizje były już znacznie lepsze i umiałam rozczytać z nich już prawie wszystko. Tym razem w głowie ukazała mi się sama nora, a raczej parking przed nią. Stałam po środku całego wydarzenia. Tak jak wspominałam nora była położona w małej dolince i powoli zarastała w las. Zauważyłam coś bardzo dziwnego. Na poboczu, górce widziałam młode małżeństwo z dzieckiem. Rozpakowywali wielkie kartony z ciężarówki, najwidoczniej się wprowadzali do starego drewnianego domu. A to oznaczało tylko jedno…. Nasza nora ma kłopoty.  Cała wizja zniknęła, a ja chciałam wiedzieć więcej!

Wyszłam na zewnątrz, był okropny mróz. Wyjęłam z kieszeni zapalniczkę i skręta. Liczyłam na to że uda mi się wypatrzeć ‘naszych nowych sąsiadów’. Nie musiałam długo czekać. Niestety zauważył mnie młody mężczyzna, widział że palę było już za późno ale i tak schowałam się za budynkiem. Weszłam do środka i jeszcze raz spróbowałam przewidzieć co się stanie, moja podświadomość krzyczała żebym się wynosiła z nory jak najszybciej ale nie mogłam zostawić przyjaciół, a poza tym jeszcze nic nie wiedziałam.

W nowej wizji był okropny chaos, nie mogłam skupić się konkretnie na jednej rzeczy. Wszystko migało mi przed oczami, miałam wrażenie że moją głowę zaraz coś rozniesie. Ale nie mogła się poddać, było ciężko ale już po 15 minutach z łatwością widziałam, która jest pora i o co chodzi. W takim razie z mojej wizji wynikało, że jest wieczór ok. godziny 18. W norze dalej pełno ludzi, a na dworze krąży niezauważony młody mężczyzna z telefon w ręce rozmawiający z policją. Zaczęłam panikować, gdyby policja się dowiedziała jaki towar tu trzymamy chyba w życiu byśmy nie wyszli z pierdla! Już podczas wizji planowałam co zrobić. To nie był koniec, pod norę przyjechała policja… Wszędzie słyszałam głośny alarm i czerwono - granatowe światła radiowozu. Wrzeszczałam w myślach sama do siebie - Kurwa psy! Co ja tu jeszcze robię?!- Czułam się jakbym była w kinie na filmie akcji 3D. Z pojazdu wychodzili uzbrojeni policjanci z owczarkami myśliwskimi. Nowy sąsiad chyba dobrze wiedział z czym ma do czynienia. Nie mogłam dłużej czekać, postanowiłam przerwać wizje i po raz kolejny oszukać przeznaczenie.

                                                Pomoc

Zarzuciłam z rozmachem plecak na ramię. Chciałam ostrzec Mirandę i wszystkich o tym co się zdarzy ale wiem, że nie uwierzyliby dlatego wybrałam się po pomoc. Starałam się jak mogłam by nowi sąsiedzi mnie nie zauważyli, moje ognisto rude włosy wyróżniały się na tle śnieżno białego śniegu. Założyłam kaptur na głowę i szybko zmykałam na najbliższy przystanek autobusowy. Autobus zabrał mnie na ul.Sienkiewicza gdzie był najbliższy przystanek do domu Krystiana. Podreptałam po mokrym śniegu dwie ulice dalej, zadzwoniłam do drzwi.

- Ooo cześć, a kto to do mnie wpadł? - otworzył uradowany Krystian, nigdy nie byłam u niego w domu nawet gdy byliśmy blisko.

- No cześć, cześć. - Mówiłam w pośpiechu, nie miałam zamiaru wchodzić do środka - Mam nietypową prośbę. Szybko bo to bardzo pilne, ubieraj kurtkę i wychodzimy.

- Nawet mi nie powiesz o co chodzi? - uniósł jedną brew do góry w geście zapytania.

- Słuchaj nie mam czasu, jesteś mi potrzebny i tyle. Bierz auto lub motor cokolwiek i jedziemy do nory… - chodziłam podenerwowana w kółko udeptując śnieg. Krystian zauważył moje dziwne zachowanie i wiedział już że to coś ważnego.

Wyprowadził motor, lekko przetarł kierownicę i siedzenia.

- Masz wkładaj. - podał mi czarny kas ze złotymi ćwiekami po bokach, który kupił mi kiedyś na urodziny ponieważ często z nim jeździła.

- Masz go jeszcze? Ach stęskniłam się za tym. - szybko włożyłam kask i usiadłam na motorze. Złapałam mojego kolegę mocno w pasie. Mogliśmy jechać.

Jesteśmy na miejscu, na szczęście nigdzie nie widzę ani policji ani nowego, wścibskiego sąsiada. Mogłam zacząć moją ewakuację ćpunów.

- Możesz mi w końcu powiedzieć co ja tu robię? Wiesz że nie za bardzo lubię to miejsce. - gapił się w ziemie z poczucia winy, które go jeszcze nie opuściło po tamtych zdarzeniach.

- Wiem, że to będzie dziwne ale zaufaj mi i pomóż, nie chodzi tu o mnie lecz o moich przyjaciół. - nie mogłam mu przecież powiedzieć, że umiem przewidywać przyszłość. Więc całą sytuację przedstawiłam bardziej realistycznie. - Nowi sąsiedzi podejrzewają że tutaj jest skrytka ćpunów, musimy wyeksmitować cały towar i wszystkich ludzi.

Kamil popatrzył się na mnie jak na wariatkę, przecież jego ojciec miał mnie przyjąć w poniedziałek do pracy, a ja ratowałam ćpunów przed policją. Brawo Ignis.

Ciąg Dalszy nastąpi :)

Oszukać Przeznaczenie cz.7

                                            Przyjaciele

Po wspaniałym weekendzie u Kamila postanowiłam razem z nim odwiedzić nasze ukochane miejsce, które ani trochę nie jest romantyczne… Tak jest nora, chciałam zobaczyć się z Mirandą i trochę zapalić. Jest luz, jest błogo, jest cudownie, jest Kamil … nie ma Marysi, Marceli- nie widziałam się z nimi chyba od miesiąca, zwykłe smsy nie pomogą. Musze się z nimi zobaczyć! Wyszłam na zewnątrz, wyciągnęłam telefon. Dzwonie do Marysi.

- Hejo, Marysia?

- Igniii! Tęsknie za tobą jak cholera, gdzie się podziewasz?!

- Ach tu i ówdzie, ja przepraszam… znowu… po raz kolejny…

- Dobra już dobra, zabieraj Kamila i przyjeżdżajcie do mnie, jest Marsi, Krzysio i Dominik!

- Jeju już jadę.

Zapytałam Kamila i od razu pojechaliśmy. Marysia i Marcela powitały mnie okrzykiem i mocno mnie przytuliły, oczywiście był też Dominik, którego bardzo lubię od razu zaczął mi opowiadać historie związane z Marysią. To jest mój prawdziwy dom, przyjaciele. Traktuję ich jak rodzina, są wielcy. Bardzo fajnie się bawiliśmy przez godzinę bo do Kamila zadzwonił tata:

- Tato, jak to teraz? Ale jestem z przyjaciółmi nie mogę tak po prostu rzucić wszystkiego i przyjechać. Nawet mi nie powiesz o co chodzi! - Jak to tylko godzinę mam?! Dobrze już jadę.

- Igni muszę pilnie jechać do domu, nie wiem co się dzieje. Zobaczymy się w szkole. - dał mi buziaka w policzek na pożegnanie, w jego oczach szarych, mętnych oczach w których uwielbiałam się zatracać widziałam wielki niepokój. Sama zaczęłam się martwić. Odjechał.

Marysia zaczęła pytać:

- Co jest? Ma problemy z rodzicami czy jak?

- Nie wiem kochana, wszystko było okej ostatnio ;/

Nie mogłam spokojnie się bawić i pić, Kamil nie odbiera, denerwuję się jak cholera… Poprosiłam dziewczyny na osobność, miałam już plan.

- Słuchajcie, mam do was prośbę… Czy jak już chłopcy wyjdą, pomożecie mi przewidzieć co jest nie tak z Kamilem.

- Dawno tego nie robiłaś, ma to jakieś skutki uboczne? - zapytała Marcela.

- No nie wiem, być może, że ma ale nie obchodzi mnie to. Czuję, że coś jest nie tak.

Nie ma sprawy Dominik zwija się za 15 minut, Krzysio pewnie pójdzie razem z nim. - powiedziała Marysia i tak tez było.

Usiadłyśmy na dywanie w salonie, dziewczyny mocno trzymały mnie za ręce. Skupiłam się i  ukazała mi się wizja - nad jakością mogłam trochę pomarudzić to pewnie przez to że dawno tego nie robiłam.

Ukazał mi się salon Kamila, słyszałam krzyki jego taty :

- Nie ma tu dla nas przyszłości (szum) Nie możesz! Jestem twoim ojcem, opiekunem i decyduje za ciebie (szum) To jest postanowione!

Ocknęłam się i nic z tego nie wiedziałam.

- Dziewczyny przykro mi ale to chyba na marne, nic nie udało mi się wywnioskować, wiem jedynie to że tata Kamila jest bardzo stanowczy i nie zmieni na pewno zdania. Tylko chodzi też o to że nie wiem co postanawia! - dziewczyny zmartwione zaczęły mnie pocieszać i mówiły że w szkole wszystko się wyjaśni.

                                           Gdzie jest Kamil?

Jest już środa, Kamila nie ma w szkole od 3 dni. Byłabym spokojna ale nie odbiera telefonu, nie odpisuje na smsy, wiadomości na fb czy e-maile. Codziennie widuję się z Marcelą i Marysią, postanowiłyśmy, że dzisiaj wybierzemy się do Kamila do domu. Po lekcjach wsiadłyśmy w pierwszy bus i wyruszyłyśmy na wzgórze. Bramka była otwarta, lecz nikt nie otworzył nam drzwi. Ani śladu po mieszkańcach domu, podjazd był pusty okna i drzwi pozamykane, wszystko pochowane. Pustka.

- Kochanie… Nie płacz, może zapytamy się sąsiadów? - pocieszała mnie Marcela.

- Dobrze.- ocierałam łzy.

Zapukałyśmy do drzwi w domu obok, otworzyła nam starsza pani.

- Dzień dobry, nazywam się Ignis Sosnowska, chciałam się zapytać o mieszkańców domu obok… państwa Szczygieł, czy może wie pani gdzie są?

- Ach tak pani Monika i pan Jacek. Tak, tak… No niestety nie ma ich w domu. Jedynie pożegnali się ze mną mówiąc mi żebym zaopiekowała się ich domem, widziałam jak tylko pakowali spore walizki do bagażnika. Przepraszam ale chyba nie jestem w stanie wam pomóc.

- Dziękujemy, do widzenia. - odpowiedziałyśmy wspólnie.

Oddaliłyśmy się. Zaczęłam płakać. Przez głowę przechodziły mi czarne myśli: Nigdy go już nie zobaczę, gdzie on jest? To znaczy że już nie jesteśmy razem, zostawił mnie bez słowa? Co jest nie tak?!

                                            Samotność

Zostałam z tym wszystkim sama, nie wiem co mam ze sobą zrobić. Jestem zagubiona i popadam w panikę i szał. Ukochana osoba odeszła, ja nawet nie wiem gdzie?

Minęły już 2 tygodnie, ani jednej wiadomości. Znaku życia. Powinnam się z tym pogodzić. Nawet w domu jest pusto, wrzeszczę na cały głos: Gdzie jesteś do cholery? Po nocach płaczę i ostro palę ale to nic nie pomaga, tylko dodatkowo pogrążam się w tym gównie.

Jest 2 tydzień, czwartek. Dostałam list. Z Francji. Od Kamila. Zaczęłam płakać zmieszana. Z jednej strony cieszyłam się że w końcu mam jakiś znak od Kamila, z drugiej ”Francja”, a to oznaczało, że jest daleko stąd i mogę go już nie zobaczyć. Otworzyłam.

                                          Igniś Kochanie!

         Jestem dupkiem, ale to nie zależało ode mnie! Wybacz mi, kocham cię jak wariat, ale…

          Wszystko zaczęło się od telefonu od taty. Jego firma zbankrutowała, oświadczył mi jeszcze tego samego dnia żeby uratować tą sytuację musimy wyjechać do Francji gdzie firma powstała jego działalność. Jestem bankrutem, chciałem pozostać przy tobie. Manifestowałem ale powiedzieli że nie mam pieniędzy by sam się utrzymywać w Polsce i nawet nie uda mi się połączyć pracy ze szkołą. Musiałem wyjechać. Nie wiem na ile tu zostanę, rodzice zapisali mnie już do nowej szkoły i to źle świadczy- oznacza to że zostanę tu dłużej niż myślałem. Nikogo tu nie znam i czuję się samotny, nie ma cię tu a jak tak bardzo cię potrzebuję. Tęsknie za tobą, twoim uśmiechem i ciepłymi słowami. Tęsknie za tobą tak bardzo, że nie mogę normalnie funkcjonować… Za każdym razem gdy przypominam sobie rysy twojej twarzy, czuły dotyk, delikatny głos, każdą sekundę mojego życia spędzoną w twoim towarzystwie jakaś część mnie umiera.

            Nie odbieram, nie odpisuje ponieważ rodzice uważają, że powinienem zapomnieć o Polsce bo jest możliwość, że już do was nie wrócę. Ale to nie prawda bo ja tu szaleję, będę pracował i zarabiał! Przylecę do ciebie bez zgody rodziców, wbrew prawu, mogę być nawet poszukiwany! Ale dotrę do Polski i jak Cię zobaczę to wyściskam cię tak mocno jak nigdy! Pamiętaj o mnie, nie zapominaj! Kocham cię!

                                                                                                    Kamil

Byłam wzruszona i zrozpaczona jednocześnie. Znałam odpowiedzi na większość moich pytań. Wiem gdzie jest, wiem że mnie kocha, wiem dlaczego mnie zostawił. Powinnam wyjść z domu…

                                                Plaża

Czuję się już lepiej, ale tęsknota która mnie przeszywa zabija we mnie inne uczucia. Wytrzymałam bez żadnego znaku od Kamila kolejny tydzień. Tak jak sobie obiecałam, muszę wyjść. Wybrałam specyficzne miejsce. Ponieważ mieszkam na zadupiu i nie ma tu za bardzo ładnych miejsc wybrałam jedno z najbardziej przerażających. To duże jezioro, pewnie teraz przykryte lodem, na około jest bardzo duża plaża, pewnie również przykryta śniegiem.  Dlaczego jezioro jest przerażające? Em kiedyś utopiła się to nastolatka, właściwie popełniła samobójstwo.

Usiadłam na ławeczce spoglądając na spadający śnieg. Czułam, że ktoś się zbliża, słyszałam kroki po śniegu. Nagle nieznajomy usiadł koło mnie na ławce. Popatrzyłam się z nieśmiałością i ….. no oczywiście zawsze pojawia się w niewłaściwych momentach- Krystian. Tym razem czułam, że może jednak chociaż dzisiaj będzie inaczej.

- Cześć, jak nie chcesz nic nie mów. Mogę sobie pójść.- powiedział Krystian surowo.

- W porządku. Właściwie to chyba chcę żebyś mi potowarzyszył. Trochę tu dziwnie…

- Po to tu jestem. Śledziłem cię. Wybacz.

- Co?! Oszalałeś? No dobra mniejsza z tym, na pewno to coś ważnego skoro aż tutaj za mną zawędrowałeś. O co chodzi?

- Chciałem Cię przeprosić za moje podłe zachowanie… Tamtego wieczoru i powiedzieć ci, że to wszystko przez to, że …. Ych to takie głupie, nawet nie wiem dlaczego ci o tym mowie.

- Skończ bo mnie zaciekawiłeś. - uśmiechnęłam się.

- Bo… Związek z Agnieszką to jedna wielka ściema. Na początku wszystko było super, chyba coś do mnie nawet czuła. Ale później na tym balu, nie wygraliśmy konkursu na królową i króla. Wydarła się i powiedziała mi całą prawdę. Na boku miała innego chłopaka, chodziła ze mną bo jestem ‘ślicznym blondaskiem i laski mnie kochają’ i dlatego musi wygrać ten konkurs… chodziło jej tylko o partnera na bal. Chciała tylko wygrać. Rzuciła mnie. Byłem zły. Ponieważ nie mam wielu przyjaciół poszedłem do ciebie, wierz mi nie miałem złych zamiarów. I tak jakoś wyszło…

- Jezu, ja cię przepraszam. Gdybym tylko wiedziała ja bym wszystko zrobiła żebyś z nią zerwał. Byłabym milsza i może dalej byśmy się przyjaźnili. Wiedziałam że Agnieszka to sukwa ale nie spodziewałam się takiego zwrotu akcji… Przepraszam.

- Za co? Miałaś racje, ona mnie omotała. Powinienem był cię posłuchać.

- Ja… Yhh. Bardzo dużo dla mnie znaczyłeś, byliśmy bardzo blisko i nagle tak po prostu mi oznajmiłeś, że nie możesz… Nawet gdybym chciała być miła po tym wszystkim, nie dałabym rady. - wrzuciłam na luz- Ale teraz, gdy dostałeś nauczkę mogę być znów dla ciebie miła i odrzucę przeszłość w niepamięć- zaczęłam się śmiać- jeżeli tego chcesz?

- Jasne Igs, to dużo dla mnie znaczy. Właściwie to mówimy przez cały czas o moim problemie. A tak właściwie chciałbym wiedzieć co ty tu robisz?!

- A muszę Ci mówić..

- Tak. Bo skoro ja się przed tobą tak otwieram, jestem tak zdesperowany, to ty też możesz. 

- Świeża sprawa, dostałam wczoraj list od Kamila… Z Francji, jest możliwość, że nigdy go nie zobaczę, tęsknie za nim. Nie mam z nim teraz żadnego kontaktu oprócz poczty. Sytuacja jest okropna.

- Przykro mi, nie załamuj się. Pamiętaj, że pomimo tego że nie ma tutaj w Polsce z tobą Kamila przy boku, to masz najwspanialszych przyjaciół i mnie. Teraz skoro wszystko sobie wyjaśniliśmy i możemy żyć w zgodzie, pamiętaj że będę przy tobie i będę ci pomagał.

- Dziękuję i wiesz co? Cieszę się, że sie pogodziliśmy. Proponuję jakieś cieplejsze miejsce, wypad nad jeziorko w zimie to nie jest dobry pomysł. - Oboje zaczęliśmy się śmiać.

                                      Rozmowy, wspomnienia.

Wybrałam się z Krystianem do naszej wspólnej ulubionej knajpki. Usiadaliśmy tam gdzie niegdyś i również zamówiliśmy to samo.

- Dam chyba  deja vu - zaczął się śmiać.

- Nie tylko ty, ale mi to nie przeszkadza. Poprzypominamy sobie dawne czasy. - tamte chwile były piękne jednak wszystkie zdarzenia z ostatnich miesięcy sprawiły, że wypowiedziałam to z bólem.

Czułam na sobie wzrok Agnieszki siedzącej 2 stoliki dalej i szepty typu:

- No proszę zostawiłam blondaska to już się do niego przyczepiła, ZNOWU. Egh.. Kto tutaj się puszcza, już nie są ze Szczygłem ‘idealną parą roku’- robiła krzywe, tępe miny do swojego ‘kolegi’ ze stolika.

- Nie przejmuj się, jest zazdrosna bo znowu mam z tobą kontakt. Ona widzi w tobie największą rywalkę. Jak z nią byłem co chwila powtarzała mi, że zdradzasz Kamila lub coś w stylu, że chodzisz z nim żeby zrobić mi na złość. Chyba to łykałem, myślałem, że jestem ofiarą i nigdy nie będę miał już dziewczyny… pewnie dlatego coraz bardziej kurczowo trzymałem się Agnieszki. - Opowiadał rozśmieszony Krystian.

- Matko, nie wiedziałam że posuwa się do takiego stopnia. Musi mieć coś nie tak z głową.

- A właśnie, zawsze chciałem wiedzieć co takiego widzisz w Kamilu… Oczywiście jeżeli to nie jest problem to opowiedz mi o tym wszystkim. Wiem zachowuje się jak baba, pytam się o szczegóły i o chłopaków, ale chcę wiedzieć co straciłem i jak bardzo powinienem tego żałować. - Mówił dalej Krystian.

- Przerażasz mnie czasami. Tak właściwie to nie planowałam nowego związku, nawet przyjaźni z jakimkolwiek chłopakiem. Kamila poznałam w norze, bardzo mnie wspierał i od samego początku wykazywał zainteresowanie moją osobą. Nie musiałam długo czekać żeby coś mnie tknęło, poczułam do niego coś niezwykle silnego już po trzecim zwykłym koleżeńskim spotkaniu. Spotykaliśmy się co piątek, później codziennie bo bardzo tęskniliśmy, następnie była pierwsza randka, druga a my coraz bardziej byliśmy ze sobą szczęśliwi. I to nie jest tak, że kocham go bo mi pomagał w trudnych chwilach po rozłące naszej przyjaźni… choć mogło by się tak innym wydawać, mogą myśleć co chcą ale Kamil kiedy się uśmiecha to tak jakby ziemia krążyła szybciej, no wiesz… - zarumieniłam się bo moim zdaniem mówić tak otwarcie o miłości jest lekko żenujące, jestem osobą która trzyma wszystko głęboko w środku z nikim się nie dzieląc.

- Rozumiem, też to kiedyś przeżywałem. Cieszę się, że sobie kogoś znalazłaś bo nie wybaczyłbym sobie, że po tym wszystkim nie możesz się podnieść. Pewnie moje wyrzuty sumienia nie dawałyby mi spokoju. - uśmiechnął się i napił się kawy.

Nagle zrobiło mi się strasznie gorąco, nagły przypływ stresu i smutku. Łzy zaczęły napływać mi do oczu. Czarne myśli nawróciły z podwójną siłą. Nie mogłam złapać oddechu, krew w żyłach zaczęła krążyć mi szybciej. Wszystko wracało, czułam się znowu jak każdej nocy.

- Krystian, przepraszam ale chyba się zasiedziałam. Powinnam już pójść… - zmieszana zmierzyłam w kierunku wieszaka na kurtki, słyszałam w oddali tylko głos Krystiana ‘Ale co się dzieje?’. Nogi uginały się pod moim ciężarem.

- Igna, proszę nie wygłupiaj się - wyszliśmy z budynku - Co jest? Może jakoś mogę ci pomóc?

- Nie Krystian ja nie powinnam teraz z tobą tutaj siedzieć, rozmawiać i widywać. Ta cała sytuacja z Kamilem trochę mnie przerasta, a na dodatek już słyszę po kątach, że zdradzam Kamila…. - chciałam kontynuować ale Krystian mi przerwał.

- Odprowadzę Cię tylko do domu, a teraz słuchaj uważnie. - zdziwiłam się- Wiem jak bardzo zależy ci na Kamilu ale trochę gorzej mi wierzyć w to że słuchasz głupiego gadania ludzi. Mówiłaś, że nie zanosi się na to żeby Kamil przyjechał w najbliższym czasie… - w dalszym ciągu nie wiedziałam o co chodzi. - Na pewno chciałabyś spędzić z nim walentynki, wiemy że Kamil nie przyjedzie do ciebie ale ty możesz ‘polecieć’ do niego.

- Ale … jak? - znowu mi przerwał.

- Do walentynek mamy około dwóch miesięcy. Bilety kosztują dość sporo, ale to nie jest powód do rezygnacji, ponieważ mój tata jest w stanie zatrudnić cię na ten okres do swojej firmy. Więc jeżeli podoba ci się ten pomysł to porozmawiam z tatą. Mówiłem, że chcę pomóc i to zrobię. A skoro tak bardzo zależy ci na opinii innych to wszyscy będą widzieć, że chcę pomóc waszemu związkowi a nie zaszkodzić. Twoje problemy rozwiązane.

- Nie wiem co mam powiedzieć. Wszystko wydaje się realne ale muszę porozmawiać z rodzicami i to jeszcze wszystko przemyśleć. - Byliśmy już w połowie drogi do mojego domu, objęłam go mocno w pasie ponieważ był bardzo wysoki i nie dosięgałam mu do szyi-  Dziękuję, to był dobry powrót… przyjacielu. - Krystian dziwnie się uśmiechnął.

- Dziękuję, że mnie odprowadziłeś, dalej pójdę sama. Dam ci znać jutro jak się sprawy mają.

Krystian machał mi z oddali. W drodze do domu myślałam o tym wszystkim i stwierdziłam, że musi się udać.

Oszukać Przeznaczenie cz.6

                                           Dom Kamila

Dzisiaj wybieram się z wizytą do mojego kochanego chłopaka. Powiedział, że przedstawi mnie swoim rodzicom co mnie stresuje oraz starszemu bratu Grześkowi. Dużo mi o nim opowiadał, że studiuje we Francji i ”znalazł” tam ostatnio dziewczynę, z którą teraz mieszka. Kamil natomiast nie mieszka w tym samym mieście co ja. Codziennie dojeżdża autobusem lub własnym samochodem z pobliskiego miasteczka, które jest mniejsze od naszego i mieści się tak jakby na jedynej wyżycie w tej okolicy. Razem z Kamilem śmiejemy się że ma ”dom na górce”. Wielokrotnie opowiadał mi jaki ma cudowny widok na całą okolicę, że nawet widać z dala mój dom i czasami wyobraża sobie że siedzę na dachu i mu macham co jest jego przecudownie uroczym wytworem wyobraźni :) Cały dzień siedziałam na tyłku i się leniłam, zbliża się osiemnasta i wraz z nią przyjazd autobusu, który zabierze mnie wreszcie do Kamila.

Autobus dojechał do wyznaczonego przystanku, wysiadłam a wraz ze mną wysoki brunet o niebieskich oczach,budowie sportowca, zapewne miał ok. 20 lat, nie wiadomo dlaczego okropnie przypominał mi Kamila. Postanowiłam więcej nie przyglądać się nieznajomemu i ruszyć w stronę domu. Mam nadzieję że Kamil dobrze wytłumaczył mi drogę, ponieważ jest ciemno i zimno oraz boję się nieznajomego mężczyzny, który za mną podąża - byłoby ‘niefajnie’ gdybym sie zgubiła. Nieznajomy odebrał telefon i zaczął konwersację:

- Salut frangin! - powiedział po francusku. -Zaczynam domyślać się o kogo chodzi, lecz nadal nie mam pewności. Nieznajomy kontynuował.

- Dobrze bracie nie denerwuj się, obiecuję że nie będę więcej mówił do ciebie po francusku. - słuchał odpowiedzi z drugiej strony i odpowiedział.

- No tak wysiadła taka jedna z autobusu, no taka ruda jak mówiłeś… Mam podejść?! No dobrze nie denerwuj się zaraz zagadam. Pa.- skończył rozmawiać przez telefon, a w mojej głowie zrodziła się panika.

- Bonsoir! - wesoło krzyknął w moją stronę, odwróciłam się.

- Yyyy, tak?

- Cześć! Nazywam sie może Ignis? - zapytał.

- Taaak, ale o co się rozchodzi? Z kim rozmawiam? - byłam lekko zestresowana.

- Je suis désolé! Nie przedstawiłem się. Mam na imię Grzesiek i jestem bratem twojego chłopaka, ym oczywiście jeżeli jesteś ‘tą’ Ignis o której mi wielokrotnie wspominał - filuternie się uśmiechnął, a ja odetchnęłam z ulgą.

- Ach, przepraszam. Miło cie poznać, właśnie wybieram się do Kamila i boje się że nie trafię.

- Już się nie musisz martwić. Właśnie przyjechałem do Polski na sylwestra i odwiedzić rodzinę, pewnie gdy mnie zobaczą odstanę ochrzan od rodziców za pierwsze nie spędzone razem święta. Kamil powiedział że skoro wracam o tej godzinie to na pewno cię tutaj zastanę i przy okazji cię zaprowadzę. - po dokładnych wytłumaczeniach wszystko już wiedziałam.

Razem doszliśmy do najwyżej położonego punktu w okolicy, a na nim stał ogromny dom z pięknym ogrodem. Dom miał zapewne 2 piętra i małe poddasze, pierwsze piętro było od zewnątrz wyłożone kafelkami w kolorze brąz, zaś drugie było zwykłe brązowe. Dom przykrywał czarny dach z licznymi ‘kurnikami’. Przed domem był wjazd wyłożony kostką w nowoczesny wzór prowadzący do 2 garaży, które ‘zlewały’ sie w dom. Nawet okna i drzwi miały swój styl. Wszystko wyglądało jak z katalogu i zdecydowanie nie z taniego. Grzesiek otworzył automatyczną bramę i wskazał mi drogę do drzwi wejściowych. Zaprosił mnie do środka i zawołał Kamila. Mój nierozgarnięty chłopak szybko zszedł z zakręconych schodów radośnie mnie witając całuskiem w policzek. Był dzisiaj bardzo ładnie ubrany, w dżinsową koszulę i szare rurki. Podałam mu kurtkę i zaczęłam się rozglądać było tu tyle ciekawych rzeczy. Na parterze znajdowała się kuchnia w stylu retro połączona z jadalnią utrzymaną w wystroju nowoczesnym. Była w kolorze klasycznej bieli z kontrastami czerni oraz z dodatkami w kolorze turkusu. Najbardziej podobała mi się lodówka właśnie w tym kolorze, zrobiona na lata 50 lub 60. Z drugiej strony domu znajdował się ogromy salon,  pomieszczenie prowadzące do piwnicy oraz mały pokój gościnny. Kamil zaprowadził mnie do swojego pokoju na 2 piętrze. Miał dość duży pokój ale bardzo przytulny. Miał kolor granatowy, podłoga była z jasnego parkietu, a na niej duży puchaty dywan w kolorze jasnoniebieskim. Pośrodku pokoju przy ścianie stało średniego rozmiaru łóżko 2-osobwe, a na przeciwko niego biurko z drewna w kolorze parkietu, na nim oczywiście laptop i mega głośniki. W pokoju posiadał równie pół ściankę, a za nią szafka na ubrania oraz na książki. Pod oknem stała 3 osobowa pikowana kanapa koloru białego o niezwykle miękkim materiale. Za oknem zauważył balkon, Kamil powiedział że latem zawsze przynosi pufe z garderoby i wstawia na balkon, lubi czytać tam książki. W oczy rzuca się również nowoczesna półka z płytami winylowymi, a na samej górze znajdował się na niej stary gramofon. Przemknęła mi się również przez oczy gitara akustyczna, którą Kamil zawsze przynosił do nory.

- I jak podoba Ci się? - zapytał podekscytowany Kamil.

- Matko, ja nawet nie wiem co mam powiedzieć. Najchętniej bym się tu wprowadziła. - usiadłam na kanapie.

- Yhyhhe… Poznałaś mojego brata Grześka, ja wiesz no… nie chciałem cię przestraszyć. On po prostu jest taki …dziwny?

- Wszystko w porządku naprawdę nic się nie dzieje. Poznałam go trochę i jest nawet fajny. - nagle poczułam że coś ociera mi się o nogę.

- To moja kotka Agrafka- uśmiechnął się - chyba ci nie przeszkadza?

- Nie no co ty?! Kocham koty,sama mam przecież jednego.- zaczęłam ją głaskać. Nagle usłyszeliśmy wołanie mamy Kamila.

- Kamiś zawołaj tu swoją dziewczynę!- krzyknęła radośnie z dołu mama.- No szybciej bo zaraz wychodzimy z tatą!

- Już idziemy! - Kamil złapał mnie za rękę i pociągną za sobą.

Usiedliśmy w salonie na kanapie, chwile później przyszli do nas rodzice Kamila.

- Dzień dobry!- wstałam i się ukłoniłam- Nazywam się Ignis.- do powitania dołączyłam szczery uśmiech.

- Tak, tak wiemy jak masz na imię kochanie- powiedziała mama- Kamil naprawdę angażuje się w ten związek i widzę,że dobrze robi. Jesteś śliczną, wychowaną dziewczyną i z tego co wiem dobrze się uczysz, a przede wszystkim szanujesz naszego Kamila więc miło mi cię poznać.

- Ach, dziękuję. Kamil jest wspaniałym chłopakiem. - zauważyłam, że rodzice Kamila byli ubrani w stroje wieczorowe co mnie zdziwiło.

- Dobrze, bawcie się tu dobrze my musimy się śpieszyć. - powiedział tata Kamila- Zostawiliśmy wam pieniądze na pizze czy cokolwiek.

- To miłej zabawy i tak dam sobie radę. - powiedział Kamil, rodzice wyszli.

- A mogę zapytać gdzie poszli twoi rodzice?

- Aaa tak, wyjechali na cały weekend, a teraz mają imprezę charytatywno- andrzejkową. A to oznacza że cała chata dla nas i zostajesz u mnie na noc.

- O? Nie bądź taki pewny, jest jeszcze twój brat.

- No tak ale on za chwile jedzie na parapetówkę do kolegi, czyli mam rozumieć że zostajesz?

- No wszystko super tylko nie wzięłam piżamy ani nic.

- O to się nie martw, a teraz zamawiam pizze.

Usiadłam na kanapie w salonie i włączyłam telewizor. Kami skończył zamawiać pizze, w tym czasie ze schodów schodził Grzesiek.

- Dobra dzieciaki ja idę do kolegi, pojawię się w domu jutro wieczorem. Nie rozrabiajcie tu! A i Kamil pamiętaj zamknij drzwi jak pójdziecie spać.

- Miłej zabawy!- dorzuciłam.

Grzesiek wyszedł z domu, mieliśmy teraz cały wolny czas dla siebie. Właściwie to nie miałam pojęcie co będziemy robić. Kamil włączył stereo, głośniki były rozprowadzone po całym domu.

- Mmm jaki klimat, podoba mi się. No dobrze mamy muzykę, może jakiś film? - zapytałam.

- Może jednak to… - podszedł do kanapy i wziął mnie na ręce trzymając za pośladki.

- Hahaha można wiedzieć co robisz?

Kamil wniósł mnie po schodach do swojego pokoju i rzucił mnie na łóżko.

- Nie odpowiada ci ta rozrywka? - ze śmiechem zapytał Kamil.

Subtelnie zaczął ściągać moją koszulkę na ramiączkach stopniowo podwijając ją do góry. Delikatnie całując zmierzał przez brzuch, po szyję do moich ust by obdarować mnie namiętnym pocałunkiem. Mierzwiłam jego świeżo umyte włosy, a on z całych sił przyparł mnie do łóżka. Ugryzł mnie w ucho i wyszeptał mi że mnie kocha. Zapytałam czy zrobi mi malinkę, uwolnił mnie z mocnego uścisku. Kamil usiadł po turecku, wskoczyłam mu na kolana mocno obejmując go nogami w pasie, a on zrobił mi malinkę. W tym samym czasie zadzwonił dzwonek do drzwi, Kamiś szybko zbiegł po schodach i zaraz usłyszałam z kuchni:

- Igna pizza kocie!

- Mogę dobrać się do twojej szafy?

- Okej ale szybko bo pizza czeka.

Włożyłam jego ulubioną koszulkę z nadrukiem zespołu Gorillaz i zbiegłam ze schodów.

Usiadaliśmy na kanapie, włączyliśmy Comedy Central i oglądaliśmy do północy serial ‘Friends’.

- Idziemy spać? - zapytał Kamil

- Jest dosyć wcześnie… Ale nawet nie mam siły wstać, podniesiesz? - wystawiłam ręce. Kamil nie miał nic przeciwko, objął mnie mocno w pasie ja lekko podskoczyłam i owinęłam mu nogi wokół pasa, bardzo lubi jak tak robię.

W domu było ciepło, więc Kamil postanowił spać w samych bokserkach, ja lekko zawstydzona wepchałam mu się pod kołdrę.. lecz ubrana.

- Masz zamiar spać w spodniach ?- zapytał

- No, a masz coś przeciwko?

- Wiesz…. wolałbym inną wersję. - Wstał z łóżka ściągną kołdrę, z niepokojem wstałam a on zaczął gonić mnie po domu krzycząc:

- I tak cię złapię i ściągnę ci spodnie, nie masz szans!

Po 15 minutach pośliznęłam się na dywanie w jego pokoju, oczywiście musiał wykorzystać tę sytuację i ściągnął mi spodnie. Oboje płakaliśmy ze śmiechu z naszej głupoty. W końcu położyliśmy się do łóżka, ostatni raz przed snem zobaczyłam jego cudowny uśmiech i spokojnie wtuliłam się w jego tors. Kamil ucałował mnie na dobranoc.

Opowiadanie to fikcja. Imiona, nazwiska, miejscowości są fikcyjne.

C.d nastąpi :)

Oszukać Przeznaczenie cz.5

                                   Przygotowania do balu.

To dzisiaj, dzisiaj mój wieczór na który tak długo czekałam. Wybieram się do fryzjera i kosmetyczki razem z dziewczynami, ciekawe co tam u nich?

Fryzjer. Wymyśliłam jak najprostszą fryzurę do wykonania chciałam wyglądać dziewczęco i delikatnie. Zazwyczaj moje włosy są nieogarnięte, kręcone. Postanowiłam więc je pokręcić ale w inny sposób, chciałam żeby były regularne. Marysia tym razem rozpuściła swoje przeogromnie, długie włosy po kolana. Fryzjerka dokładnie je wyprostowała i delikatnie wtarła błyszczący pyłek, nie wiem jak to nazwać ale wyglądało to zjawiskowo. Marsi , zaś zdała się na wolę fryzjerki, ta z kolei zrobiła jej wysoko upięty kok niczym u Audrey Hepburn. U makijażystki też nie szalałam, miałam piękne pocieniowane powieki kolorami stonowanymi : czarnym, brązowym, kremowym, białym. Najbardziej podobały mi się policzki, lekko muśnięte różowym pudrem.

W domu ubrałam się w moją kreację, nagle zadzwonił telefon :

- Cześć słoneczko!- przywitał mnie Kamil.

- Cześć! - byłam tak podekscytowana.

- Jesteś gotowa? Czekam na ciebie przed domem, możesz już wychodzić.

- Już idę, tylko ubiorę kurtkę. Wejdź do domu proszę! Musisz się tak wstydzić rodziców?

- Ale to nie…. dobra już.- rozłączył się.

Zbiegłam szybko po schodach, założyłam kurtkę… ale oczywiście musiała zatrzymać mnie moja mama. Chciała uwiecznić mój wygląd, musiałam siłą zawołać Kamila. Ustawiliśmy się do zdjęcia. Mama mnie ucałowała i pożyczyła nam miłej zabawy, mogliśmy wychodzić.

Na zewnątrz czekał samochód taty Kamila. Wsiedliśmy do auta i Kamil jak zawsze mnie zaskoczył :

- Mam coś dla ciebie, wiem że to takie głupie i widziałaś to pewnie w tysiącach amerykańskich filmach, kupiłem ci bukiecik. - sięgnął po mały bukiecik na tylne siedzenia. Był to bukiecik jaki zawsze zakłada się na rękę swojej partnerki podczas takich bali.

- Wiesz, że to nie jest obowiązkowe… Nie musiałeś, czuję się głupio bo nie mam bukieciku dla ciebie…

- Dawaj łapkę i nie gadaj- założył mi bukiecik na rękę i pocałował w policzek.

- Takiego romantyka jeszcze  świat nie widział, czasami się zastanawiam czy nie wyskoczyłeś z jakiejś komedii romantycznej… Za to cię kocham.- zaczęliśmy się śmiać.

Dojechaliśmy na miejsce, mogłam nareszcie zobaczyć co ma na sobie Kamil, gdy ściągnął kurtkę. Był ubrany dokładnie tak jak chciałam, bez mojej potrzeby czasami wyglądał lepiej niż ja. Na sobie miał czarny garnitur, czarną koszulę i bordowy krawat. Chyba nigdy nie zobaczę go w  klasycznych eleganckich butach, do tego oczywiście nie inaczej miał założone jedne moim ulubionych butów, szare ‘najeczki’. Przypięłam mu do piersi bukiecik z kremowymi różyczkami.

Byliśmy gotowi na zabawę. Na samym początku postanowiliśmy przywitać się z przyjaciółmi, Kamil dodatkowo przedstawił mi nareszcie swojego przyjaciela z klasy,  Pawła razem z dziewczyną. Gdzieś w oddali widziałam Krystiana w towarzystwie Agnieszki, niewiarygodne że dalej z nią jest. Każda para została zgłoszona do konkursu: ”Królowa i król balu zimowego” oraz przedstawiona na dużej scenie, w trakcie balu trwało głosowanie. Jak zostaliśmy przedstawieni?

- O to jedna z najbardziej rozpoznawalnych par w naszym mieście! Ignis Sosnowska i Kamil Szczygieł. Ta przeurocza para jest ze sobą od niedawna ale każdy musi przyznać, że gdy razem się pokazują to można im pozazdrościć. - Zawstydzeni staliśmy koło komentatora, grzecznie pomachaliśmy i czekaliśmy, aż komentator zakończy tą lekko żenującą prezentację, którą słyszeliśmy pierwszy raz. - Czy oni nie wyglądają, jakby byli dla siebie stworzeni? Jeżeli chcecie wybrać parę Nr 14 wysyłajcie głosy z tym numerkiem do naszej skrzynki razem z uzasadnieniem dlaczego powinni wygrać ! - Mogliśmy się oddalić.

- To było takie żenujące… Hahaha ciekawe kto na nas zagłosuje? Nie wiedziałam, że w tym roku coś takiego zorganizowali. - stwierdziłam ze śmiechem.

- Nie martw się chyba wszyscy są tym zażenowani. - wskazał mi palcem scenę, stała tam Marysia i Dominik.

- Szkoda, że nie widzą swoich min w tej chwili. - nie mogliśmy się powstrzymać od śmiechu.- Nie martw się teraz tylko pozostaje nam polonez i możemy się rozluźnić.

Po zatańczeniu poloneza siedliśmy razem z przyjaciółmi zarówno moimi jak i Kamila do stołu. Na początku było dosyć sztywno i nie mieliśmy ochoty tańczyć więc zagłosowaliśmy na królową i króla. Oddałam swój głos na parę Nr 15 czyli Marysie i Dominika, zaś Kamil na parę Nr 22 czyli Marcelę i Krzyśka. Coraz więcej ludzi schodziło się na parkiet, atmosfera się rozluźniała. Z naszego stolika ubywało osób, akurat leciał wolny kawałek i wiedziałam, że Kamil zaraz mnie zaprosi do tańca. Tak również było. Wyszliśmy na parkiet i nie wiem jakim cudem udało nam się dopchać na sam środek sali tuż pod wielka kula dyskotekową.

Chciało mi się śmiać zawsze w takich momentach… mogłabym powiedzieć, że najważniejszych w moim życiu bo w końcu Kamil to mój pierwszy poważny partner. Tak więc chce mi się śmiać bo Kamil minimalnie, dosłownie o niecały centymetr jest ode mnie wyższy, może nie powinnam była kupować butów na wysokim obcasie? Zresztą on też zauważył co mnie bawi, zaczął śmiać się razem ze mną. Za to go kocham, że rozumie mnie bez żadnych słów i potrafi śmiać się sam z siebie, uwielbiam gdy na korytarzu w szkole nawet gdy rozmawia z kolegami, zawsze wychyla się z zza ich ramion i posyła mi uśmiech, w którym jestem zakochana po uszy. Czasami chciałabym wiedzieć co on we mnie lubi, co sprawiło że tak przyciągam jego uwagę. Złapał mnie za pas, a ja objęłam go za szyję. Powoli dreptaliśmy w miejscu zataczając kółko wokół naszej osi, jak to zazwyczaj bywało w wolnym tańcu. Przybliżyłam się do niego, oparłam głowę o jego ramię, on również. Teraz tańczyliśmy przytulańca. Kamil pachniał męską wodą kolońską, chyba wyczuł, że go wącham i zaczął po cichu szeptać mi do ucha:

- Jesteś wariatką, wiesz że lubię w tobie ten ogólny zamęt. Nie łódź się, zawsze widzę w twoich oczach porywy szaleństwa i wiem że myślisz wtedy o mnie.- Ja również zaczęłam szeptać.

- To najdziwniejsza rzecz jaką ktokolwiek o mnie powiedział, ale bardzo mi się podoba. Ładnie pachniesz ,nowa perfuma? A tak na serio to… właśnie myślałam ‘dlaczego ja’? I teraz już wiem.

Zaczął się refren piosenki i Kamil chwycił mnie za rękę i obrócił. Ujęłam jego twarz moimi dłońmi w czułym uścisku, a on jeszcze mocniej złapał mnie w pasie i powiedział:

- Nawet nie wyobrażasz sobie ile jest rzeczy, które mi się w tobie podobają… Po raz pierwszy gdy cie zobaczyłem wiedziałem, że jesteś dla mnie.

Nasze usta zeszły się i po raz pierwszy się pocałowaliśmy.

Tak ogólnie to jesteśmy dziwnym związkiem… Chodzimy ze sobą od 2 miesięcy i 28 dni, a ja nigdy nie byłam u niego w domu, nie znam jego rodziców ani rodzeństwa. On zna jedynie moja mamę i raz był u mnie w pokoju. Jedyne czego jestem pewna to, to że będziemy ze sobą bez względu na wszystko i to nie są przekonania głupiej, młodej, zakochanej dziewczyny- Ja to wiem.

Zbliża się czas ogłoszenia wyników. Przy naszym stoliku jest imprezowy nastój… Krzyśkowi udało się przemycić alkohol, wypiliśmy po kieliszku, może dwa… Kamil postanowił wziąć mnie na ‘barana’, wyszliśmy na parkiet i porwaliśmy się wirowi tańca. Gdy tak tańczyliśmy zauważyłam z góry Krystiana… Siedział przy stoliku na drugim końcu sali, lecz sam bez Agnieszki z kieliszkiem w ręku. Miałam wrażenie, że przez cały czas patrzy się na mnie, a ja nie wiedziałam co mam sobie myśleć.

                                     Ogłoszenie wyników

Wszystkie pary ustawiły się w szeregu. Jury po przeliczeniu głosów zaczęło wyczytywać wyniki od 3 miejsca.

- 3 Miejsce - Anna Bielczyk i Dawid Sudecki.

Ania chodzi do klasy razem z Marsi i ponoć jest bardzo fajna, a z Dawidem tworzą parę jedna z najbardziej popularnych w naszym mieście, ponieważ Dawid gra w drużynie koszykówki i jest bardzo popularny nie tylko w naszym mieście, dzięki jego osiągnięciom w tej dziedzinie. 

- 2 Miejsce - Miranda Adamczyk i Romek Socha.

Ta para kompletnie mnie zaskoczyła. Bardzo dobrze znam Mirandę i faktycznie odkąd pamiętam zawsze jest z Romkiem, maja bardzo długi ‘staż’. Chodzą ze sobą od 4 lat lub nawet 5. Cieszą się popularnością bo łatwo można nabyć u nich ‘maryśkę’.

Nareszcie miejsce pierwsze. Jestem pewna, że nie wygramy. Jesteśmy ze sobą zbyt mało czasu i również nie jesteśmy aż tak popularni… choć w sumie Kamil ma mnóstwo znajomych i ja również poznałam ostatnio multum osób.

- 1 Miejsce - Ignis Sosnowska i Kamil Szczygieł! - Brawa dla naszej pary roku! Króla i królowej tegorocznego Balu Zimowego!

Byliśmy w szoku! Czy ktoś przypadkiem nie sfałszował wyników? Wokół nas niesamowite brawa i okrzyki, nie wiedziałam co mam robić - zamarłam. Jury zapraszało nas na scenę. Kamil widział, że jestem w szoku, pociągną mnie za rękę z uśmiechem zapewnił że będzie dobrze. Na scenie dostaliśmy szarfy oraz korony i bukiet czerwonych róż. Byłam szczęśliwa, nie potrzebowałam tego ale jednak takie wyróżnienie nie jest mi obojętne. Dzięki temu wiem, że przez innych ludzi jesteśmy brani jako poważny związek i mamy przed sobą przyszłość. Kamil objął mnie w pasie, podniósł mnie do góry w romantyczny sposób jak to zazwyczaj bywa na filmach i obrócił. Jury poprosiło nas byśmy zatańczyli, nie mieliśmy nic przeciwko. Reszta licealistów głośno nas zachęcała oklaskami. Nie mieliśmy wyjścia i musieliśmy zatańczyć, nie przeszkadzało mi to, wręcz przeciwnie - uwielbiam tańczyć z Kamilem.

Równą godzinę wszyscy przetańczyliśmy na parkiecie, tańczyłam z Dominikiem, Krzyśkiem i dziewczynami… był ktoś jeszcze i Kamilowi się to nie spodobało. Tańczyłam z Krystianem. Kiedy zauważył, że schodzę sama z parkietu w stronę stolika chwycił mnie za rękę :

- Cześć, gdzie uciekasz? - zapytał wesoły Krystian.

- O matko, przestraszyłeś mnie! Dawno cię nie widziałam, więc jak na razie od ciebie nie ucieknę. - Trzeba chuchać na zimne.

- Może masz ochotę zatańczyć? Jedną krótką piosenkę? - zapytał. Pomimo że byłam zmęczona, zgodziłam się.

Leciał jakiś nieznany mi utwór do którego w sumie mogliśmy tańczyć ”klasycznie”. Złapał mnie w boku, ja położyłam dłoń na jego ramieniu. Lekko kołysaliśmy w prawo i lewo. Zaczęłam się chamsko wypytywać lecz moja natura nie pozwalała mi siedzieć cicho w tej sytuacji.

- Agnieszka Ci pozwoliła? -Kamil słysząc pytanie wziął głęboki wdech.

- Wybaczysz mi?! Ja naprawdę nie wiem co mam ci powiedzieć żebyś zrozumiała…

- Rozumiem. Mam prawo być zła bo nie rozumiem tego że zostawiłeś własną przyjaciółkę… - i po co zaczynałam temat ‘-.-

- Mówiłem ci już i chyba nie rozumiesz… w dalszym ciągu. - Nagle stwierdził oburzony - Ale widzę, że szybko znalazłaś sobie po mnie pocieszenie i dobrze ci się powodzi! - był wściekły.

- Ach tak teraz ze mną pogrywamy? Po pierwsze to ty pierwszy mnie zostawiłeś! A po drugie Kamil to nie jest żadne ”pocieszenie” jestem z nim szczęśliwa i nie masz prawa osądzać naszego związku… - zdenerwował mnie, jeszcze nie skończyłam. - Poza tym mówisz jakbyś chciał mieć wszystko? Powiedz, przyznaj że nie pasuje ci to że chodzę z Kamilem?! Ale wytłumacz mi także dlaczego? Przecież masz Agnieszkę…

- Nigdy nie byliśmy razem, a to oznacza że wcale cię nie zostawiłem! - już odchodził ale chciał mi cos jeszcze powiedzieć i  odwrócił się na pięcie głośno wzdychając - …. Zerwałem z nią! Dzisiaj przed chwilą. Zadowolona -.-?

Byłam tak cholernie zła… wszystko spierdoliłam…  I dlaczego rozstał się z Agnieszką?

Podeszłam do stolika, usiadłam zmęczona i wypiłam trochę przemyconej wódki. Kamil zaszedł mnie od tyłu i pocałował w szyję. Od razu widział, że coś ze mną nie tak.

- Igs? Co jest?- usiadł koło mnie i przytulił.

- Nic kochanie.- nie chciałam żeby wiedział.

- Chcesz żeby ten wieczór się tak skończył? Ja nie chcę żebyś była smutna, przestań kłamać i mów, to ci pomoże. - pocałował mnie w czoło, a ja zaczęłam płakać.

- Rozmawiałam z Krystianem- szlochałam coraz głośniej,a Kamil spoglądał na mnie z przerażeniem w oczach- i się z nim pokłóciłam, to moja wina. Ja… ja nie powinnam zaczynać tego tematu.

- Możesz trochę jaśniej, jakiego tematu?

- Ja dalej obwiniałam go za to że mnie zostawił, a on był najwyraźniej niezadowolony z powodu że jestem teraz z tobą. - w dalszym ciągu płakałam- Pokłóciliśmy się. - odparłam zrezygnowana.

Kamil mocno mnie przytulił i od razu zrobiło mi się lepiej.

- Choć! Idziemy tańczyć! - wziął mnie za rękę i zaciągnął na parkiet.

Resztę wieczoru spędziłam dosyć dobrze… może to przez wódkę. W każdym razie to był udany wieczór, zakończył się dobrze… prawie. Miałam już plany na jutro, Kamil zaprosił mnie do swojego domu, w końcu zobaczę jak mieszka. To dziwne że jeszcze u niego nie byłam?

CD - nastąpi w cz.6

Postacie, wydarzenia i miejsca to FIKCJA!

todaysdocument:

The Beatles Come to America

50 years ago today the Fab Four emerge from a plane at New York’s John F. Kennedy Airport, before a throng of hysterical fans, on February 7, 1964.

This Week in Universal News: The Beatles Come to America

On this day, fifty years ago, the Beatles landed at New York City’s recently renamed John F. Kennedy airport. Here’s the report from Universal, complete with John, Paul, George, and Ringo’s trademark charm, screaming teenagers, and a condescending narrator that clearly does not take these Liverpudlians (or their fans) seriously.

From the release sheet:

QUICK, FRED, THE FLIT: There are rumors around that this is Britain’s revenge for the Boston Tea Party. You guessed it … the Beatles have arrived in the United States for their first appearance before an idolizing teen-age crowd, with the St. Vitus bounce. They take an airing in Central Park. No. There is no truth to the buzz that the Zoo’s laughing hyena was driven underground.

From: 
Universal Newsreel Volume 37, Issue 12, 02/10/1964

via Media Matters » This Week in Universal News: The Beatles Come to America

(Don’t turn that dial!  We’ll have more clips from the Beatles’ historic visit over the day!)

Oszukać Przeznaczenie cz.4
                                                 C.d

Moja pierwsza randka z Kamilem była wspaniała, nie mogę doczekać się kolejnej i kolejnej… Do domu wróciłam o północy, rodzice byli wściekli i jak na razie mam szlaban. W tej chwili najbardziej chciałabym zobaczyć się z przyjaciółkami i opowiedzieć im wszystko z tamtego dnia. To niesamowite jak jeden, krótki dzień może zmienić całe moje życie. Cieszę się,że w końcu przestałam myśleć o Krystianie, ale to w cale nie oznacza, że mam zamiar usunąć go z mojego życia. Chcę wszystko zacząć od nowa. Nie wiem jak to się dzieje ale pomimo tego, że mam teraz Kamila nie jestem w stanie odrzucić całkowicie Krystiana, to jak się poznaliśmy nie było przypadkowe, nasza przyjaźń i uczucia także.

                                             Bal zimowy

Jest końcówka grudnia za chwilę sylwester, wiem że nowy rok będzie zaskakujący i przyniesie mi sporo wrażeń. Kilka dni temu w szkole ogłoszono ”Bal zimowy”. Jest to uroczystość związana z końcem roku oraz semestru, po balu szkolnym zaczynają się nam ferie zimowe. W tym roku organizatorzy ”Balu zimowego” odeszli od norm i połączyli wszystkie szkoły licealne z naszego małego miasteczka. To chyba najlepszy prezent bożonarodzeniowy ponieważ, mogę spotkać się na balu z moimi przyjaciółkami oraz chłopakiem. Dzisiaj mam spotkać się z Kamilem w norze, już nie mogę się doczekać.

Oboje spotkaliśmy się w umówionym miejscu.

- Cześć Igniś - pocałował mnie w policzek i od razu złapał za rękę.

- No cześć- uśmiechnęłam się szeroko. Patrzyliśmy sobie prosto w oczy i od nowa budziło się w nas nowe uczucie, za każdym razem coraz mocniejsze.

Postanowiliśmy dojść do nory przez las, który był cały w zimowej scenerii. Śnieg i sople lodu pokrywały wszystkie możliwe miejsca. Stąpamy po specjalnie udeptanej ścieżce, a nad nami zrośnięte korony drzew, wszystkie silnie splecione tak jak nasze dłonie. Było tak pięknie, że postanowiliśmy przejść las w ciszy, wdychaliśmy świeże powietrze i podziwialiśmy promienie przedostające się do lasu przez gęste korony drzew.

Dotarliśmy na miejsce.

Kamil usiadł na największej puffie, usiadłam mu na kolanach przodem do jego twarzy i wtuliłam się w jego tors. Kamil podał mi jedną słuchawkę i puścił naszą ulubiona piosenkę : Coldplay- Fix you.

Podał mi srebrną kopertę. Oczywiście bez wahania i bez pytań ją otworzyłam. W środku znajdowało się piękne zaproszenie na ”Bal zimowy”, dodatkowo podpisane przez niego: ”Czy zaszczycisz mnie swoją obecnością u mojego boku i zostaniesz moja śnieżynką?”. Oczy świeciły mi się jak dwie iskierki, zdjęłam mu z ucha słuchawkę i powiedziałam-

- No pewnie, że pójdę. Kocham cię, wiesz? - zaczęłam się śmiać.

- Ja taki romantyk hłe. Wiem, że mnie kochasz i dlatego takie zaproszenie, a nie inne.

- Wybacz, że tak wcześnie ale musimy już ustalić w co się ubierzesz i czy będzie mi to pasowało do sukienki, rozumiesz?- Teraz go dopiero zdenerwuje, ale my tak mamy. Kobiety.

- O Chryste, chwili spokoju. - Powiedział ze śmiechem.- Mój plan jest taki: ponieważ za 3 dni o tej porze jest bal, proponuję żebyś dzisiaj lub jutro wybrała się z Marcelą i Marysią i kupiły sukienki czy coś, a jak już będziesz wiedziała, w której sukience pójdziesz to wtedy ja się dostosuję. Nie mam zastrzeżeń, tylko jedno… Nie włożę różowego krawata.

- Jesteś ideałem. - pocałowałam go w czoło i wyszłam zadzwonić do przyjaciółek.

Rozmowa telefoniczna:

- Cześć Marci, słuchaj bo jest sprawa. Czy jedziesz dzisiaj ze mną i Marysią na zakupy, wiesz jest ”Bal zimowy”, sukienki i takie różne?

- Nie wiem czy dam rade, musiałby ktoś wziąć za mnie zmianę teraz w Maku :/ Może mi się uda ale to nie jest pewne, jak coś to przyjdź pod Maka o 19. Muszę kończyć, buziaczki.

Marceli udało się wyjść wcześniej z pracy. O 19 wyjechałyśmy do pobliskiego miasta gdzie pracowała Marci (w Mac Donaldzie) i znajdowało się tam kilka fajnych galerii. Auto prowadziła Marysia świeżo po zdaniu na prawo jazdy.

Macie już partnerów na bal? - zapytałam z lekkim niepokojem. 

- U mnie to wiadomo idę z Dominikiem. Dzięki temu, że chodzimy razem do jednej klasy od wakacji mam z nim stały kontakt. Więc jak tylko się dowiedział o balu od razu mnie zaprosił. - Marysia nawijała jak szalona.

- Marci, a ty?

- U mnie jest właśnie problem. Chyba pójdę sama… - Marcelina prawie się rozkleiła.

- Ale jak to? Na pewno nie jest aż tak źle. - zagadała nad opiekuńczo Marysia.

- Wiecie, że podoba mi się Krzysiek ale nie miałam z nim kontaktu od wakacji. A teraz gdy mam tylko 3 dni by odnowić z nim znajomość, to co dopiero pytać się o to czy pójdzie ze mną na bal ?! - stwierdziła trochę histerycznie Marcela.

Po wypowiedzi Marci, bardzo było mi jej szkoda i postanowiłam bez wahania coś zrobić. Oczywiście nic nie wspominając o tym Marceli. Tajemniczo i dyskretnie podbije do Krzysia na facebooku. No wiem, że to chyba mój najgłupszy pomysł w historii mojego istnienia, ale tak jak powiedziała Marci mamy tylko 3 dni. Akurat był dostępny,a ponieważ miałam darmowy internet na telefonie, napisałam  :

- Cześć Krzysiek, może mnie nie kojarzysz ale na pewno moją przyjaciółkę Marcelę. Mam taką dyskretną sprawę do ciebie :)

Po chwili uzyskałam odpowiedź, dziewczyny w tym czasie wdały się w rozmowę na temat mojego chłopaka… Dziwne.

- Hej Ignis, nie martw się kojarzę Cię z gimnazjum. O co chodzi? 

- Czy wybierasz się na ”Bal zimowy”? - serce mi biło z taką siłą, że myślałam że padnę w tym samochodzie trupem.

- Myślałem żeby się wybrać ale nie mam partnerki, a samemu to tak łyso iść… 

-Bo moja prośba dotyczy właśnie tego. Czy przypadkiem nie zechciałbyś wybrać się na bal z moją przyjaciółką Marcelą? Ona również nie ma z kim iść, a wiem że cie lubi. Co ty na to?

- Powiem ci, że czekałem aż w końcu zadasz mi to pytanie. Zgadzam się, tylko musisz mi powiedzieć kiedy i gdzie mam ja zaprosić. Wiem, że to wszystko to twoja intryga i że Marcela nic o tym nie wie :D 

- Za godzinę wyślę ci dane, dziękuję pa :> - i tak też się stało.

Wracając do rozmowy w samochodzie :

- Nie martw sie Marcela. Jestem pewna, że coś wykombinujemy.- wcielałam dyskretnie moja intrygę w życie.

- Chciałabym Igs. - zaczęła cicho płakać.

- Marci proszę! Jesteś super dziewczyną nie martw się, wszystko się ułoży obiecuję! - Pocieszała Marysia.

- Za chwilę dojedziemy do galerii. Kupimy ci ładną sukienkę od razu poczujesz się lepiej. - wiem, że to słabe pocieszenie ale może coś tym zdziałam.

Dojechałyśmy do największej galerii. Marysia miała problem z zaparkowaniem samochodu, było pełno ludzi. Całe zakupy odbyły się w 4 godziny. Była noc zakupów, galeria była otwarta do północy. Co kupiłyśmy:

- Ja - Śliczną, zwiewną, koronkową sukienkę w kolorze kremowym w sklepie P&B, która sięgała mi aż do stóp. Była na grubych ramiączkach, a jej tył mnie onieśmielał, był głęboko wycięty w dół.  Do tego dość duży pozłacany naszyjnik z bordowych koralików,kryształków i perełek w stylu hipi. W zestawie były jeszcze śliczne delikatne złote bransoletki.

- Marysia- Zupełnie odeszła od swoich norm. Kupiła jasno błękitną sukienkę, sięgającą do kolan. Góra była pokryta tysiącem srebrnych, mini kryształków, dół zaczynał sie od biustu, był zwiewny i skromny. Do tego kupiła srebrne szpilki na platformie, wyglądała jednocześnie słodko i sexownie.

- Marcela - Postawiła na małą czarną- ale- posrebrzaną. Cała świeciła, bez żadnych ozdobników z przodu, zaś z tyłu miała wycięte trójkąty na łopatkach i jeden duży nad pasem. Sięgała jej przed kolano. Wybrała sobie do tego delikatne srebrne dodatki i kopertówkę. Kupiła również klasyczne bordowe szpilki na platformie, kupiłam dosyć podobne tylko, że wyższe i bardziej zaokrąglone przy czubkach.

Zmordowane wróciłyśmy do domu krótko przed północą. Wszystkie zadowolone z zakupów, ja chyba najbardziej bo już wiem co czeka jutro Marci. Całą noc pisałam do Kamila, on naprawdę musi mnie bardzo kochać skoro to wszystko znosi. Napisałam do niego, że kupiłam mu bordowy krawat, bardzo się ucieszył. Akurat w tym kolorze mu ładnie. Pisał mi dużo słodkich rzeczy, a ja słodziłam mu że nikt nie potrafi tak genialnie grać w piłkę nożną jak on.

                                             Marcelina

Jeszcze tego samego dnia, a właściwie następnego bo jest po północy - postanowiłam wykorzystać mój dar i sprawdzić co wydarzy się jutro w związku z Marcelą i Krzyśkiem. Potrzebna była mi jakaś rzecz związana z Marci, zaczęłam grzebać po szafkach i …. znalazłam starą poszarganą bransoletkę przyjaźni zrobioną z muliny. Dotknęłam jej i wszystko się zaczęło:

Jest późny wieczór, Marcela wychodzi z pracy i potyka się nie zauważając krawężnika. Jej dłoń zaczyna krwawić. Na szczęście zza rogu wychodzi Krzysiek z czerwoną różą w ręku. Zauważa Marci i podchodzi.

- Nic Ci nie jest? - podniósł Marcele z ziemi.

- Oh, nie nic. Upadłam, dzięki.

- Miałem nadzieję, że cie tu zastane. Chodź, mieszkam niedaleko zaopatrzę ci dłoń.

- Nie naprawdę nic mi nie jest. Po za tym chyba gdzieś się wybierasz… nie chce ci przeszkadzać… - popatrzyła smutno w stronę róży.

- Właściwie to wybieram sie.. ale do ciebie - wskazał różę - jest dla ciebie… Chciałem cię zaprosić na bal zimowych, oczywiście jeżeli masz ochotę mi potowarzyszyć? - oboje byli strasznie zmieszani.

- Emm oo eh…- była zaskoczona, ale jednak ujrzałam w jej oczach szaleńczy poryw szczęścia- Oczywiście, przepraszam za moja reakcje ale nie spodziewałam się tego.

- To teraz chyba mogę zabrać cię do domu lub przynajmniej do apteki by zaopatrzyć ci dłoń, nie wygląda to za dobrze. - Marcela kiwnęła głową.

Moja wizja dobiegła końca, wspomnienie się rozmazało…

                                           Poznam ich.

Następnego dnia dziewczyny postanowiły, że przedstawią mi swoich partnerów na ”Zimowy ball”. Co fakt to fakt, nie znałam chłopaka Marysi, a z Krzyśkiem rozmawiałam tylko jeden raz w szkole i to przez facebooka… Dzisiaj więc wybieram się na potrójną randkę na tor wrotkarski. Nie chcieliśmy iść na lodowisko ponieważ jest chlapa, żadne z nas nigdy nie jeździło na wrotkach. Mieliśmy wspaniała okazję się poznać, w końcu chcę wiedzieć z kim będę bawiła się na jednej z najważniejszych imprez w moim życiu.

Razem z Kamilem czekamy przed budynkiem w którym mieści się tor wrotkarski:

- Boję się trochę… - powiedziałam do Kamila.

- Dlaczego? Nic Ci się nie stanie będę Cię trzymał za rękę :*

- Hahaha- rozbawił mnie - Nie o to mi chodzi głuptasie. Co jeśli oni mnie nie polubią? Nie zostanę przez nich zaakceptowana i… moja przyjaźń z dziewczynami się rozpadnie.

- Zwariowałaś? Jak mogliby nie polubić tak fajnej dziewczyny? Nawet gdyby, choć wątpię to na pewno twoja przyjaźń z dziewczynami nie ulegnie zmianie. - był bardzo opiekuńczy mówiąc te słowa.

W tej chwili pojawiła sie Marysia z Dominikiem.

Dominik wygląda na bardzo sympatycznego chudzielca :3 Jest wyższy od nas wszystkich o 2 głowy. Ma nogi jak patyki, ale za to jaki uśmiech. Zza czapki wystawały włosy koloru ciemny blond, powiedziałabym że nawet jasny brąz. Gdy ściągną czapkę dopiero wtedy zauważyłam jego śmieszną fryzurę na bok. Dominik to przystojny chłopak, jeśli miałabym oceniać go po pozorach to powiedziałabym,że jest prze- milutki.

Marysia nas przedstawiła:

- Igs to mój chłopak Dominik - wskazała mi go.

- Cześć, miło mi cię poznać Ignis. Marysia mi dużo mówiła o tobie. - Miło sie uśmiechnął i podał dłoń.

- Hej, to miło z jej strony. W końcu mam okazje cię zobaczyć, Marysia przez cały czas o tobie mówiła. - również podałam mu dłoń.

- Zazwyczaj dużo mówi. - zaczęliśmy sie śmiać.

Teraz moja kolej:

- Marysia to mój wybranek, dobrze wiesz jak ma na imię. - Kamil się uśmiechnął i podał rękę Marysi, a później Dominikowi.

- Miło mi was poznać i chciałbym Cię przeprosić - zwrócił się do Marysi - za to że Igna tak dużo o mnie mówiła, wiem że to uciążliwe. - Marysia się uśmiechnęła.

- Może wejdziemy do środka- zaproponowałam - tutaj jest strasznie zimno ,a Marcela na pewno się spóźni. - wszyscy się zgodzili potakując głowami.

Tor wrotkarski był cudowny, zupełnie jak na amerykańskich filmach i teledyskach. Na około były czerwone barierki, a obok szatnia na zmianę butów i ogólnie wypożyczalnia. Cały tor był bardzo ładnie oświetlony, przez głośniki leciały najpopularniejsze utwory z dawnych lat. Na około toru były ogromne, neonowe narożniki z numerkami, wynajęliśmy jedna z tych kanap. Wypożyczyłam najmniejszy rozmiar wrotek jaki mieli, były słodkie- różowe kółka i but w panterkę. Podeszliśmy do narożnika zamówiliśmy kolorowe ”drinki” (bo bezalkoholowe). Po chwili przyszła Marci z Krzysiem.

Krzyśka już widziałam chodził z nami do gimnazjum. To chłopak wzrostu Marci, dobrze zbudowany (mam na myśli umięśnienie), o ciemno brązowych włosach. Najbardziej lubiłam w nim poczucie humoru i jego niesamowicie niebieskie oczy, ale to dziwne bo zazwyczaj osoby z charakterem jego urody nie posiadają takich oczu, to go wyróżniało.

Wszyscy jeszcze raz się przedstawiliśmy, nie chciałam dłużej czekać, miałam ochotę pojeździć. Specjalnie ubrałam się w kloszowaną, czarną spódnicę i czarne rajstopy, do tego śliczną koronkową bluzeczkę na szelkach, a przypominam że jest zima. Wzięłam Kamila za rękę, ubraliśmy wrotki i ruszyliśmy. Pierwsze okrążenie było najgorsze, później to nawet się ścigaliśmy. Na torze nikogo nie było, wszyscy za pewnie byli w tej chwili na lodowisku. Stanęliśmy na środku toru, leciała jedna z naszych ulubionych piosenek : The Beatles - She loves you. ( jak to czytacie włączcie koniecznie piosenkę dla lepszego efektu)

Kamil złapał mnie za pas i podniósł wysoko do góry, zaczęliśmy tak krążyć. Objęłam go z całej siły za szyję, a on radośnie podśpiewywał tekst piosenki : ”She says she loves you and you know that can’t be bad.Yes, she loves you and you know you should be glad”. Potem zbliżył się do mojej szyi i lekko musną ustami mój obojczyk, a potem uwiódł mnie  zawadiackim uśmiechem. Teraz trzymał mnie za jedną rękę, obrócił mnie i przylegliśmy do siebie, muskając się nosami. Prawie mnie pocałował.

Na tor zaczęli wchodzić nasi przyjaciele, tak samo w romantycznym nastroju. Znowu bawiliśmy się do północy. Lepiej poznałam się z Dominikiem, okazało się że mieszka ulicę dalej od mojego domu. Ogólnie dużo rozmawiałam z nim i z Krzyśkiem, nawet wspólnie postanowiliśmy że w takim towarzystwie zorganizujemy Sylwestra. Ten dzień był wspaniały ale niestety musieliśmy zakończyć spotkanie. Jutro bal i nowe wrażenia…

C.D nastąpi.

WARNING! Wszystko zawarte w opowiadaniu to FIKCJA!

Oszukać Przeznaczenie - cz.3
                                   Smutne spotkanie

Niestety musiałam iść na spotkanie z Krystianem dzięki Marceli, najdziwniejsze jest jednak miejsce wybrane, w którym nas umówiła 0_o

Otóż znajduje się przed budynkiem supermarketu ”Biedronka”, który już dawno temu splajtował. Jest to PRAWIE opuszczone miejsce, znajdujące się na końcu mojego miasteczka przy ogromnym sosnowym lesie, który powoli zaczyna porastać supermarket. Teraz jest to siedziba młodzieży, szczególnie  ćpunów i artystów. Policja nigdy tu nie zagląda właściwie sama nie wiem dlaczego.

Jak na razie spokojnie siedzę na wysokim murku czekając na Krystiana. Nagle ktoś po cichu zakradł się za moimi plecami i zakrył mi oczy. Wiedziałam, że to on. Następnie zeskoczył z murka, złapał mnie za biodra i postawił na ziemi. Nagle przypomniałam sobie wszystkie wspólne wspomnienia.

- Cześć.- Odpowiedział trochę zmieszany.

- Hej. Przepraszam,że jesteśmy w tak dziwnym miejscu ale uwierz mi, że to nie zależało ode mnie.

- Nic się nie dzieje, o czym chciałaś ze mną porozmawiać?

- Krystian nie wiem czy zauważyłeś ale odkąd jesteś z Agnieszką nie jesteśmy już przyjaciółmi. Chciała się dowiedzieć czy zależy ci i czy nadal chciałbyś kontynuować nasza przyjaźń…? - stało się coś dziwnego, Krystian nagle posmutniał i wiedziałam, że będzie to zła wiadomość.

Przyciągnął mnie do siebie i wyszeptał do ucha:

- Nie mogę być już twoim kumplem :/ Agnieszka uważa, że nasza przyjaźń mogłaby być toksyczna …. Sama rozumiesz? Ja naprawdę tego nie chce,  bardzo kocham Agnieszkę i nie mogę się jej narażać. Nie chce jej stracić.

W mojej głowie ukazało się 1000 myśli na minutę. Z jednej strony chciałam się wydrzeć mu prosto w twarz : ”Dlatego wolisz stracić mnie?!”, z drugiej strony napływały mi łzy do oczu ale wiedziałam, że muszę być silna. Kolejna myśl mówiła : ”Scena niczym z filmu, trochę jak żałosny romans, którego nienawidzę”, a ostatnia myśl była tak głupia, że aż postanowiłam ją spełnić.

- Posłuchaj. Myślałam, że Ci zależy, ale nie martw się dam sobie radę, a teraz jedź już zanim się rozkleję. - i tak już płakałam.

Krystian szybko wsiadł na motor i odjechał, bez żadnego słowa.

                                          Realizacja planu.

Tak jak zawsze w ”BIEDRONCE” było sporo ludzi, kilka grupek. Każdy siedział na dużych puffach i głębokich starych fotelach. Postanowiłam przyłączyć się do grupki ćpunów-punków, zasiadała w niej moja jedna z lepszych koleżanek Miranda, od 2 tygodni nie chodzi do szkoły, a jak chodzi to naćpana, ale ma niesamowity charakter. Od razu jak mnie zobaczyła wskazała mi miejsce obok siebie na wielkim fotelu, podała mi dropsa (amfetaminę halucynogenną). Po 30 minutach odczułam efekt i tak zaczęło się moje uzależnienie. Codziennie po szkole przychodziłam do ”BIEDRONY” i przyłączałam się do innych grupek gdzie podawali inne specjały: koka, zwykła amfa, haszysz, maryśka i takie inne.

                               Cz to przyjaźń czy kochanie?

Były też i dobre strony. Pewnego piątku poznałam super chłopaka.A było to tak :

Musiałam już wracać do domu, dzisiaj za długo siedziałam w ”Biedronce”.  Podszedł do mnie chłopak mojego wzrostu o brązowych włosach i oczach. Był bardzo fajnie ubrany i od razu co rzuciło mi się w oczy to jego piękny biały uśmiech.

- Cześć, jestem Kamil. - uśmiechnął się promiennie - Zauważyłem, że zaczęłaś przychodzić do naszego lokalu i pomyślałam, że się przedstawię. Znam tutaj wszystkich więc…

- To bardzo miło z twojej strony, moje imię to Igi- podałam mu rękę.

- Wiem jak masz na imię, Miranda mi o tobie mówiła. Chciałbym Cię ostrzec, wiesz jak to jest z narkotykami…

- Tak ale spokojnie dzisiaj nic nie brałam, chciałam się przywitać z przyjaciółmi i trochę pogadać. A ty bierzesz?

- To znaczy jest z tym różnie, zazwyczaj przychodzę tutaj b ich pilnować. Ktoś musi nad tym wszystkich panować. Czasami palę Marysie ale to bardzo rzadko na rozluźnienie. - zaczął się śmiać, jest taki słodki. - Wracasz do domu? Może mógłbym Cię odprowadzić?

- Oczywiście. - Uśmiechnęłam się najładniej jak umiałam.- Mam do ciebie kilka pytań, widziałam Cię tutaj kilka razy, a jak Cię widzę to z nikim nie rozmawiasz tylko siedzisz tak cichutko w kąciku ze słuchawkami na uszach.

- Jestem tutaj codziennie. Nie rzucam się w oczy i jestem zazwyczaj nieśmiały. Nie lubię się wyróżniać, ale tak Cię zauważyłem i pomyślałem,że może zrobię wyjątek dla jednej dziewczyn. - Znowu obdarzył mnie tym zabójczym uśmiechem.

- Czuję się wyróżniona.- zaczęliśmy się śmiać- Nie rozumiem czego taki fajny chłopak jest nieśmiały i ukrywa się w takiej norze, życie stoi przed tobą otworem- zdecydowałam się na pierwszy komplement- szczególnie z takim Hollywoodzkim uśmiechem.

- Oj weź bo się zarumienię. Jestem tutaj bo to miejsce, które pozwala mi odpocząć od codzienności, lubię patrzeć jak inni się dobrze co prawda niszcząc sobie przez to życie ale jednak coś w tym jest. Nie chcę mówić tylko o sobie, opowiedz mi coś o sobie. Już wiem, że masz dziwne imię oraz jesteś przyjacielska, interesująca i jesteś bardzo ładna.

- Jesteś pewny, że nie jesteś upalony ? - znowu śmiech. - Dziękuję, Igi to imię od słowa ogień w języku łacińskim Ignis. Nie wiem co mam ci o sobie powiedzieć, mam wspaniałe przyjaciółki i zaczęłam chodzić do nory po tym jak przyjaciel mnie zostawił. Lubię muzykę alternatywną, trochę tańczę i uprawiałam kiedyś gimnastykę, nic nadzwyczajnego.

- Zainteresowałaś mnie tym przyjacielem opowiesz mi ?

- Nazywa się Krystian i świata po za nim nie widziałam był taki prawdziwy, ale zaczął się spotykać z pewną dziewczyną i mnie zostawił przed norą (inaczej biedronka) 2 tygodnie temu mówiąc mi, że nie może narażać swojego związku naszą przyjaźnią.

- Ja bym Cię nigdy nie zostawił :)

Doszliśmy już pod mój dom. Powiedziałam mu ”Do jutra” i przytuliliśmy się na pożegnanie. Wiedziałam że Kamil będzie moim prawdziwym przyjacielem nie musiałam wyczytywać tego w myślach.

W następnym dniu lepiej się poznaliśmy, razem poszliśmy do nory i trochę paliliśmy. Szybko zleciał mi ten tydzień, najwyższa pora opowiedzieć to wszystko dziewczynom.

                                            Przyjaciółki.

W ten piątek obiecałam, że spotkam się z Marcelą i Marysią nie widziałam się z nimi od 2 tygodni. Chodzimy do innych szkół i ciężko jest mi się z nimi na bieżąco kontaktować.

- Czeeeeeeeeeeść - rzuciłyśmy się wszystkie na siebie w ciepłym uścisku bardzo mi tego brakowało. - Co tam u was? Tak strasznie się cieszę, że was widzę tęskniłam.

- Cześć kochanie- odpowiedziała Marysia - U mnie wszystko okej, a nawet więcej spotykam się z Dominikiem. Jest najukochańszym chłopakiem pod słońcem. A jak tam u ciebie Marci?

- No dobrze, znalazłam sobie pracę na weekendy w MC’ donaldzie więc jak coś to macie 25%  zniżki. - zaczęłyśmy się wszystkie śmiać było tak jak dawnej.

- Igi, Igson, weź widzę,że się inaczej zachowujesz co sie stało i jak z Krystianem?- powiedziała po chwili Marcelina.

- Bardzo za nim tęsknie, nie wiem co mam robić… zaczekam aż się rozstaną. - lekko się uśmiechnęłam i zarumieniłam .

- Ej a co to za dziwny uśmiech, mała co ty ukrywasz?- Marysia wykryła co chce im powiedzieć.

- Ach, bo wiecie poznałam pewnego chłopaka nazywa się Kamil i jest cudowny. Jak się do mnie uśmiecha to po prostu wymiękam. - nagle zadzwonił telefon. - Przepraszam was na chwile - odeszłam i odpebrałam telefon.

- Halo?

-Cześć Igi, tutaj Kamil :3

- O cześć co tam ?

- Masz jakieś plany na jutro, pomyślałem że mógłbym cię zabrać w jedno miejsce?

- Oh, tak jasne będzie bardzo fajnie. - zaraz wybuchnę ze szczęścia.

-No to widzimy się jutro o 20, przyjdę po ciebie. Do zobaczenia.

-Okej, pa .

_________________________________________________________

- Właśnie do mnie zadzwonił Kamil, umówiliśmy się na jutro. Przepraszam was ale muszę się przygotować, porozmawiamy jeszcze na skypie :)

- Skubana jej to zawsze się udaje czasami Ci zazdroszczę. - Powiedziała Marcela i na pożegnanie pocałowała mnie w policzek.

- Pa kicia, spotkamy się jeszcze za 3 dni, mamy wolne. - Marysia zrobiła to samo co Marci, rozeszłyśmy się w swoje strony.

                                             Randka?

Ubrałam się w luźną koszulkę w stylu hokejowym do tego czarne obcisłe rurki, pomalowałam lekko oczy założyłam trepy i zimową kurtkę. Zadzwonił dzwonek. Szybko zleciałam po schodach, otworzyłam drzwi i…

-Cześć- W drzwiach stał mój słodki kolega z różową różą w ręku- Jesteś gotowa.

- Tak jasne. - Zarumieniłam się.

- To dla ciebie- podarował mi różę i lekko pocałował mnie w policzek.

- Dziękuję. - nie wiem dlaczego ale zaczęłam się śmiać.- To co gdzie się wybieramy.

-Mówiłem ci że to tajemnica. Pojedziemy autobusem, zobaczysz.

Całą drogę próbowałam wydusić od niego gdzie jedziemy, nawet żartowaliśmy że wywiezie mnie do lasu i wiecie co dalej. Naprawdę Kamil nie wziął marihuany a mieliśmy fazę jak małe dzieci. W końcu dotarliśmy, byliśmy 20 km od naszego miasta w niewielkiej wiosce tak jakby turystycznej. Bylo tutaj sztuczne kąpielisko i dużo atrakcji. Wyruszyliśmy w głąb wioski.

-Uwielbiam tutaj przyjeżdżać. - Powiedziałam z zamyśloną miną. Kamil niechcący przetarł ręka o moją. Popatrzyliśmy na siebie, miał takie ładne oczy… W tym samym czasie złapaliśmy się za ręce.

- To tutaj. - Uśmiechnął się i wskazał budynek, na razie nic nie widziałam lampki ledowe tworzące szyld były wyłączone. - Wiem, są wyłączone jest jeszcze wcześnie. Jak wejdziesz do środka to zobaczysz.

W środku było niesamowicie, naprawdę w życiu bym się nie spodziewała, że wybierze to miejsce. Byłam zaskoczona tak naprawde, ale pozytywnie. Otóż znajdowaliśmy się w salonie gier, tak to nie żart. Całe pomieszczenie jest rozświetlone na wszystkie możliwe kolory, muzyka na cały głośnik. Pewnie myślicie że chciało mi się płakać, wcale nie to najbardziej zwariowana i powalająca randka na jakiej bylam nikt nigdy dla mnie czegoś takiego nie zrobił. Na początku graliśmy w gry 2- osobowe np. taneczna bitwa, lub strzelanki kto zabije więcej zombi. Nigdy tak dobrze sie nie bawiłam. Po 2 godzinach na polu było już ciemno w końcu zobaczyłam neonowy napis.

- Chciałbym cie zabrać w jeszcze jedno miejsce, a tam na pewno byłaś.

Dobrze wiem gdzie chciał mnie zabrać, poszliśmy nad sztuczne kąpielisko. Była 22 i wczesna zima więc nikogo tam nie było. Wokół kąpieliska rosły wysokie drzewa i trawy. Noc była chłodna i gwieździsta. Zobaczyliśmy ławkę tuż nad wodą. Usiedliśmy. Było nam zimno więc Kamil mocno mnie objął, położyłam głowę na jego ramieniu. Zaczęliśmy rozmawiać i lepiej się poznawać.

- Kiedy cię poznałem, chciałem jak najszybciej być u twego boku. Znać twoje myśli i całe twoje życie. Jesteś niesamowita nigdy wcześniej dla nikogo nie byłem tak otwarty nawet teraz czuję, że mnie zmieniasz od środka.

- Nie chce Cię zmieniać, uwielbiam cię takiego jakim jesteś. Zawsze będę walczyła o to byś taki jak teraz. Szczery, nieśmiały,milutki. Nie wiem po prostu jak na ciebie patrze to widzę człowieka który zamieszał mi w głowie swoja niewinnością i tajemniczością jesteś inny, niepowtarzalny. Chcę być z tobą.

- Kocham Cię.

- Też cię kocham z całego mojego serduszka.

Wiem, że to może wydawać się dziwne że znamy się tak krótko i już zdążyliśmy wyznać sobie miłość. To uczucie było tak szczere, że nie byliśmy się w stanie powstrzymać.

_________________________________________________________

C.D nastąpi.

Zbieżność imion, miejsc, miejscowości, wydarzeń jest przypadkowa.

Oszukać przeznaczenie - cz.2
                                              Deser malinowy.

(tydzień póżniej)


Właśnie wyszłam z domu, idę z dziewczynami poznać blondyna 0_0. Tak strasznie się boję… (ja to jednak jestem geniuszem, zapomniałam że umiem odczytywać przyszłość).

- Tak bardzo nienawidzę tego robić!

  • Ukazał mi się ogromny plac budowy , ale zaraz… To nie jest miasto w którym mieszkam… Obok mnie zagubiona Marysia i Marcela, nie wiemy co się dzieje- BA DUMMM! (coś nagle przerwało wizję)

Okazało się,że weszłam w kogoś na ulicy. Ale to nie była zwykła osoba…Tylko tajemniczy blondyn, niestety z wrażenia i otumanienia po wizji spadłam i uderzyłam głową o chodnik.

- Halo? Żyjesz? Tak strasznie przepraszam nie chciałem w ciebie wejść :(- Słyszałam jak przez mgłę, smutny głos nieznajomego.

- Tak, tak jestem cała, trochę boli mnie głowa ale… to moja wina ja w ciebie weszłam. - Mój głos drżał ze strachu, Blondyn chyba pomyślał, że zaraz się rozpłacze.

- Nie to nie twoja wina, przestań. Tylko mi tu nie płacz. - Chwile się namyślił i podał mi dłoń przedstawiając się. - Jestem Krystian, a ty?

- Miło mi Cię poznać, jestem Ignis, ale możesz mówić mi Igi to chyba lepiej brzmi.

- Wow masz niespotykane imię, naprawdę interesujące. Wiesz może… nie będziemy tu tak stali , choć zabieram cię na deser do kawiarenki.

- Jeju , nie trzeba ale ok . Zaczekasz ? Musze pilnie do kogoś zadzwonić ;) - odwróciłam się po czym wyjęłam telefon i wykręciłam telefon do Marceli.

- Halo? Marcelina?

- No siemanko czo tam ?

- Słuchaj, hyhyhy. Przepraszam ale dzisiaj z wami nie wyjdę i nie zrealizuje naszego planu… Ponieważ..

- Ponieważ co? Boisz się? To zrozumiałe ale i tak do ciebie przyjdziemy i siłą wyciągniemy Cie z domy rozumiesz!?

- Marsi wszystko okej , chodzi o to że właśnie go poznałam. Naprawdę nie mogę rozmawiać, idę z nim na deser . Paaaa <cmok> :*

- Ale jak to ? Powiedz mi to teraz…..bla bla bla - rozłączyłam telefon.

Bez namysłu powróciłam do Krystiana. Wyruszyliśmy na długi spacer do kawiarenki na drugim końcu miasta. Już wiem gdzie widziałam ten ogromny plac budowlany , to tutaj ! Lecz nie ma ze mną Marceli ani Marysi… Po chwili…

- Hej Ignis! - wołają Marcela i Marysia- zaczekaj !

- O matko ! - pomyślałam.

- O a kto to do nas biegnie? - Krystian najwidoczniej jest rozbawiony moja wina i cała sytuacją.

- Hahaha - <nerwowy śmiech> - To moje najdroższe przyjaciółki …

Wszystkie zaczęły się przedstawiać , było nawet miło lecz Marysia wyczuła, że chce się z nim bliżej poznać i zjeść w końcu ten deser, burczy mi w brzuchu. Odeszły, mogłam spokojnie kontynuować konwersacje z nowym znajomym. Po dziesięciu minutach doszliśmy do kawiarenki. Było tam ciepło i przytulnie, w głośnikach grała głośna muzyka R&B. Usiadaliśmy w ogromnych fotelach i zamówiliśmy deser dnia - Deser malinowy.

-To niewiarygodne, że to wszystko zjadłem jestem opchany jak dzika świnia. - Powiedział ze śmiechem Krystian.

- Yummy! Dziwne, że jestem tutaj pierwszy raz. Myślałam że byłam już we wszystkich lokalach, a tutaj jest naprawdę cudownie!

- Cieszę się, że Ci się podoba :)

Było już dosyć późno, Blondyn odprowadził mnie do domu. Dosyć długo siedzieliśmy w tej kawiarence, o dziwo bardzo dobrze go poznałam. Okazało się, że jest rok straszy i mieszka niedaleko mnie. Uwielbia motory, słodycze i boi się pływać w jeziorach. Uwielbiam jego styl, ciemne dżinsy, trampki i skórzana kurtka z ćwiekami. Tak samo jak ja słucha rocka alternatywnego , wydaje się być idealny i dlatego boje się, że za niedługo coś pójdzie nie tak. 

                                    Dlaczego ona mi to robi?

(co sie działo w tym miesiącu? - szybki skrót)


Codziennie po szkole widywałam się z Krystianem i czasem również i z dziewczynami. Zaczęliśmy się przyjaźnić i to tak na serio, zawsze odwoził mnie na motorze do domu, umiał pocieszyć i rozśmieszyć. Ale? Wszystko zmieniło się po miesiącu, gdy zaczęli interesować się nim moi koledzy ze szkoły.

Pewnego razu gdy Krystian przyjechał po mnie pod szkołę zaczepiła go moje koleżanka z klasy. I tak się zaczęło moje nieszczęście.

Agnieszka - Średniego wzrostu farbowana blondynka (prawie siwa), włosy zawsze splata w warkocz. Nakłada dużo makijażu i podrywa wszystkich chłopaków jakich spotka na drodze, choć sama jest w związku. (do czasu).

Niewiarygodne ale tak, pewnie się już domyślacie. Krystian po tygodniu znajomości z Agnieszką zakochał się w niej na zabój, omotała go jak żadnego innego chłopaka. Sama zerwała ze swoim partnerem i zaczęła chodzić z Blondynem. Nie przewidziałam tego, byłam cholernie zła, przez nią straciłam całkowity kontakt z  moim przyjacielem. Często płakałam w domu z tego powodu.

                                    

Poważny dzień, zwierzenia i takie tam…

Czasami zastanawiam się dlaczego akurat ja mam takiego pecha, choć raz mogło by się wszystko ułożyć, ale nie dla innych tylko dla mnie! Nie jestem samolubna po prostu ja też chce czegoś od życia.

Po dwóch tygodniach miałam wrażenie, że popadam w obłęd. Chyba jeszcze na nikim mi tak nie zależało. Postanowiłam spotkać się z dziewczynami, one zawsze pomogą w potrzebie. 

- Siemanko kochanie :* - Marcela.

- Jejuuu w końcu się znowu spotkałyśmy <3 - mówi zafascynowana Marysia.

- Przepraszam was dziewczyny ale wiecie jaka była sytuacja, nie mogłam spokojnie z wami rozmawiać o tym wszystkim, przepraszam że zaniedbałam nasza przyjaźń. Zrozumcie że było mi ciężko ale teraz dla mnie najważniejsze jest to, że jestem tu z wami. - naprawdę się za nimi stęskniłam.

- Ale chyba nie masz zamiaru zostawić to wszystko, zapomnieć i zamieść pod dywan?- odpowiedziała Marcela

- Sama nie wiem, skoro jest szczęśliwy to chyba powinnam zostawić go w spokoju…

- Naprawdę tak uważasz? Moim zdaniem powinnaś się z nim spotkać i pogadać, to nie może się tak skończyć. Byliście przyjaciółmi i dopilnujemy żeby dalej tak było :) - Marysia spokojnie mówiła, natomiast Marcelina szybko i po cichu wyjęła mi z kieszeni telefon i zaczęła esemesować.

- Ej! Co robisz !?

- Umawiam cię z Krystianem :*

                        Niewiarygodne - c.d nastąpi <3

Oszukać Przeznaczenie cz.1

Prolog

Cześć, nazywam się Ignis. Mam 17 lat. Moje imię jest tak dziwne że trudno je wymówić , dlatego każdy mi mówi Igi lub Igs . Moi rodzice pokrzywdzili mnie imieniem o łacińskim znaczeniu ognia , dlatego że moja rodzina posiada cudowny dar. Tak to niesamowicie dziwne w 21 wieku, o tym się po prostu nie mówi. Umiem odczytywać przyszłość , zarówno swoją jak i innych. Obiecałam sobie kiedyś, że nigdy nie odczytam swojej przyszłości , dziwne? Wcale, że nie . Jak żylibyście ze świadomością , że w przyszłości chorujecie na raka lub żyjecie na ulicy - pewnie na starcie zrezygnowalibyście z daru jakim jest życie. No dobra koniec gadania czas przedstawić wam moja historie .

                                      Miłość i Przyjaciele

Wiecie jak to bywa z dziewczynami , zakochują się a potem mają ból dupy , że chłopak nie robi pierwszego kroku. A tak naprawdę on nie wie, że coś do niego czujesz . Ze mną było inaczej , tak jak zawsze namieszałam. Lecz miałam przyjaciółki u boku (tak…one miały normalne imiona).

Marysia - najukochańsza dziewczyna pod słońcem, zawsze uśmiechnięta , nieśmiała lecz zarazem szalona. Ma bardzo długie włosy po kolana , koloru mysiego blondu.Wysoka i szczupła. Ubiera się jak artystka, podarte rajstopy i długie sweterki do tego oczywiście glany.

Marcelina - najbardziej zakręcona dziewczyna na świecie, zabawna, wulgarna i interesująca. Średniego wzrostu , szczupła brunetka. Zawsze maluje usta na kolor czerwony , zrobiła sobie piercing tak zwany ”snake” na dolnej wardze. Ubiera się zazwyczaj na czarno.

Ignis - czyli ja, nie umiem opisać w słowach mojego charakteru. Mam farbowane rude włosy (uznałam , że to będzie znakomicie pasować do mojego imienia). Jestem niska i szczupła. Nie można określić mojego stylu ubierania , czasem sportowo czasem rockowo a jeszcze inaczej dziewczęco - wszystko z wyczuciem bo interesuje się modą.

Pewnego wieczoru wybrałam się z dziewczynami na spacer, nie taki zwyczajny. Raz na jakiś czas umawiałyśmy się na takie babskie pogaduchy, lecz były one bardzo osobiste. Tego wieczoru miałam im wyjawić jeden sekret, a jak zawsze u mnie bywa wygadałam jeszcze jeden i jeszcze coś…..
 Usiadłyśmy w opuszczonym parku na ławce.

- No dobra dziewczyny muszę wam powiedzieć coś co wami wstrząśnie…- Tak strasznie się wahałam miały poznać największy sekret w moim życiu. - Nie jestem taką zwykłą dziewczyną , hmm.. umiem odczytywać przyszłość.

- Hahahahaha- Marcelina nie mogła złapać oddechu- Baboo co ty ćpiesz?

- Igi jesteś tego pewna? - powiedziała Marysia.

- Słuchajcie to jest udowodnione, moja rodzina od wieków posiada taki dar. Musiałam wam powiedzieć bo jest mi ciężko.

- No ok , jesteśmy twoimi przyjaciółkami wierzymy ci. Może opowiedz nam coś na ten temat, chciałabym się wgryźć w temat. - wywnioskowała , racjonalnie Marcela.

- Mogę wam to jakoś udowodnić , no np. mogę odczytać nasze oceny ze sprawdzianu z biologi ?

- I tak wszyscy wiedzą ,że dostane 2. - Marcela nie dawała za wygraną.

- Może odczytasz jutrzejszą przyszłość? - Odpowiedziała Maryśka.

- No ok. Więc to się robi tak - złapałam się za głowę, nie lubiłam tego zawsze przychodzą mi nieprzyjemne mdłości. Lekki uciska w klatce piersiowej i już wiedziałam , co wydarzy się jutro.

-  I jak ? Co ? Mów no ! - Krzyczały dziewczyny.

- Jutro z rana wszystkie trzy spóźnimy się do szkoły, nie będzie matmy , a Olga zerwie z tym ciachem z trzeciej liceum.- usłyszałam stłumiony okrzyk radości dziewczyn. - i chyba tyle.

- To czekamy na wyniki do jutra , a teraz możemy poplotkować o chłopakach , jak tam wasze życie uczuciowe? - aj ta chytra Maryśka , juz myślałam że zapomniała.

- U mnie jak zawsze, podoba mi się starszy chłopak z liceum - opowiada Marcela - znacie go, chodził kiedyś do naszego gimnazjum , nazywa się Krzysiek poznałam się z nim na stadionie szkolnym jak grał w piłkę. - Ja z Maryśka westchnęłyśmy.

- Ja już sama nie wiem, nie wiem czy warto w to angażować uczucia. - Marysia jest bardzo uczuciowa - Znacie tego chłopaka z rynku głównego? Taki szatyn co zawsze siada na fontannie i pięknie rysuje kamienice i portrety ? No to poznałam go ostatnio , jest niesamowicie kreatywny nawet jak do mnie mówi to mam wrażenie jakby malował obraz. Nazywa się Dominik. -skończyła Marysia.

- Oj dziewczyny bo mi głupio , tylko ja nie znam chłopaka który mi się podoba … - westchnęłam.

- My zadbamy o to byś go poznała - troska Marceli lekko mnie przeraziła.

- Zaczęłam się nim interesować na początku roku , bardzo dziwnie na mnie działa. To ten chłopak, który jeździ na motorze. Bardzo jasne blond włosy i błękitne oczyska. Nawet nie wiem jak sie nazywa….

- Dobra dziewczyny , jutro wcielamy plan ”Blondyn na motorze” w życie. Zapoznamy cię z nim , o to się nie bój. - Odpowiedziała zadziornie Marcela.

KONIEC CZ.1.

theme by daisydose